sobota, 9 lutego 2013

Iwona Grodź – Zaszyfrowane w obrazie. O filmach Wojciecha Jerzego Hasa [recenzja]


 Bardzo dużą radością było dla mnie ukazanie się tej książki. Ze względu na szacunek i podziw jakim darzę twórczość Wojciecha Jerzego Hasa, każde słowo o nim, każda próba analizy jego dzieł jest dla mnie warte podkreślenia i ważne. Dodatkowo, książka jest doskonała edytorsko, jak to zawsze bywa w przypadku wydawnictwa słowo/obraz terytoria, co też ma niebagatelne znaczenie, szczególnie w przypadku takiego twórcy.
Has to czarodziej ekranu. Krytyka nazywała go poetą kina, kreacjonistą wierzącym w obraz. Fabuła stawała zazwyczaj na drugim planie, ważna była przede wszystkim sfera plastyczna. Tworzył wyśmienite, bardzo malarskie dzieła filmowe, pełno u niego zakamuflowanych cytatów i odniesień malarskich. Weźmy chociażby ekranizację Lalki (swego czasu uznano ów film za zbyt wymagający intelektualnie, zbyt subiektywny obraz). Wnętrza, rekwizyty, kostiumy określające charakter bohaterów, długie najazdy kamery, filmowanie zza przeszkód, do tego emocje i napięcia budowane muzyką, dialogami, wszystko to nagrane na brudnoniebieskiej taśmie, dodatkowo potęgującej wrażenia odbiorcy. Daje to uniwersalizm, ponadczasowość, stanowi o odrębności autora.
Dla mnie jednak najwspanialszym, idealnym pod każdym względem filmem pozostanie Sanatorium pod klepsydrą, swoisty esej na Schulzowskie motywy i materie. Ta płynność czasoprzestrzeni, postaci, zjawiskowa oprawa plastyczna, wreszcie namacalna duszność, gęstość wspomnianej wcześniej oprawy plastycznej, mocno odczuwalna przez widza, decydują o wyjątkowości i oryginalności filmu.
Autorka z wyczuciem i pewną systematyzacją podaje informacje biograficzne, skupia się na poszczególnych filmach, zagląda do ich scenopisów, sfery scenograficznej, dokonuje pogłębionej analizy treści, zachowań bohaterów, kostiumów, rekwizytów. Zwyczajnie zgłębia programy ikonograficzne pojedynczych dzieł reżysera. Zdradza też interesujące informacje dotyczące powstawania obrazów.
Tym sposobem powstała bardzo dbała, zrównoważona monografia, fachowa, a jednak przystępna, wprowadzająca nieznane fakty, wpływająca na zaciekawienie czytelnika kolejnymi filmami Hasa. Wielowymiarowa, świetnie oddająca charakterystyczne cechy twórczość wybitnego reżysera. Znakomita książka.

piątek, 8 lutego 2013

Tess Gerritsen – Labirynt kłamstw [recenzja]


W tomie zawierają się dwie historie: Telefon po północy oraz Bez odwrotu. Pierwsza opowieść skupia się wokół mikrobiolożki Sarah Fontaine, która dowiaduje się, że jej mąż zginął w Berlinie. Szkopuł w tym, że Geoffrey Fontaine powinien być w stolicy Wielkiej Brytanii, gdzie pracuje dla Bank of London. Niejasności związane ze zgonem świeżo poślubionego małżonka, próbuje rozwikłać domniemana wdowa, wespół z uczynnym pracownikiem Departamentu Stanu, Nickiem O'Hara. Ich amatorskie śledztwo powoduje lawinę niebezpiecznych dla życia sytuacji, acz jego krwawe efekty przyniosą upragnioną prawdę. Tylko czy będzie ona wygodna i łatwa do przyjęcia?
Druga opowieść, Bez odwrotu to znów kobieca historia. Catherine Weaver zmierzając na urlop do swej przyjaciółki, potrąca człowieka. W szpitalu okazuje się, że mężczyzna ów chwilę wcześniej został postrzelony. Victor Holland, bo o nim mowa, to biochemik z potężnego koncernu Viratek, który posiada dowody na zaangażowanie firmy w nielegalny i nieetyczny projekt badawczy. Każdy, kto próbuje mu pomóc, nieświadomie skazuje się na śmierć. Czy uda mu się ujść z życiem, uratować Catherine oraz ogłosić prawdę dotyczącą Virateku?
Cóż.... Schemat obu historii jest jednakowy: mieszana para bohaterów wyjęta spod prawa, rodzące się między nimi uczucie, oraz fakt, że w ich niewinność wierzy jedynie jakiś samotny stróż prawa. Tyle.
Nie ma potrzeby debatowania nad wartościami dostępnymi w tej książce. To pozycja do przebiegnięcia wzrokiem, bez refleksji, prosty schemat, wartka akcja. Szybka, lekka rozrywka na taki jak dziś zimowy wieczór. Następny proszę!

czwartek, 7 lutego 2013

Jan Kreczmar – Notatnik aktora [recenzja]


Kreczmar. Pamiętam go przede wszystkim z filmowej wersji Lalki, gdzie wcielił się w rolę Tomasza Łęckiego oraz z Pasażerki Munka, gdzie grał Waltera (męża Lizy, byłej esesmanki z obozu koncentracyjnego).
Zawsze z dużą chęcią i ciekawością sięgam po wspomnienia aktorów, którzy mieli w swym życiu do czynienia z wielkimi nazwiskami, z legendami polskiego teatru, nestorami i organizatorami teatralnego życia. Poza tym ówcześni aktorzy (mam na myśli tych z początku XX wieku) posiadali nie tylko takt i klasę, ale również wartościowe treści do przekazania, czego próżno szukać u współczesnych wychowanków Melpomeny. Kreczmar miał szczęście do wybitnych profesorów. Byli tam i Aleksander Zelwerowicz (doskonała dykteryjka o przygotowywaniu źwierzaka), i Stanisław Stanisławski (zaciekły, wręcz fanatyczny miłośnik Fredry) oraz Wojciech Brydzyński i jego tajny sposób na podzianie rąk.
Wspominając studia na Oddziale Dramatycznym Konserwatorium Warszawskiego odkrywa nam autor miniony świat, trącący myszką, pokryty patyną czasu, urokliwy, trochę nierzeczywisty. Podaje jak wyglądały zajęcia, ówczesne lekcje aktorstwa, przekazuje metody profesorów i ich najbardziej charakterystyczne cechy, zdradza tajniki warsztatu, pracy, przygotowywanie premier. Bardzo urokliwa i sentymentalna podróż w przeszłość.
W drugiej części, zwanej Notatkami, Kreczmar daje upust własnym poglądom na sztukę aktorską. Bardzo mi odpowiada jego zdrowe, pozbawione wzniosłości i patetyczności podejście do zawodu. Wciąż pozostaje ono świeże i aktualne. Odrzuca dogmatyczne nastawienie do metody Stanisławskiego, intuicję i natchnienie. Według niego warsztat trzeba budować na analizie materiału, czerpaniu z treści problemowej. Zmienność, transformacja, objawianie się wciąż na nowo – oto cechy, które powinny charakteryzować prawdziwego aktora.
Polecam, nie tylko pasjonatom teatru.

środa, 6 lutego 2013

Marian Pilot - Pantałyk [recenzja]


Zbiór trzynastu historii, które łączy pogoń za ładem, porządkiem, nadzieją. Każda opowieść dzieje się w Dudowym zaścianku, symbolicznej wiosce, gdzie przeważają bohaterowie o tym właśnie nazwisku, i tak mamy chociażby: Dudę – Kotynowicza, Dudę – Mruka, Dudę – Chrapka, Jana Dudę, Niby – Dudę, Dudę – Oprawcę. Soczystym, ekspresyjnym językiem autor opisuje zmagania tych ludzi z naturą, ich współtowarzyszami bytowania, wreszcie daje nam obraz igraszek ze śmiercią (chociażby historia Dudy – Krzepkiego, który powieszony i odcięty z postronka, wstał i poszedł w siną dal, strapiony tym, że człowiek wszystko może).
Mamy tu żywe trupy, nieśmiertelnych, a wszystko to okraszone emocjonalnym, plastycznym językiem. Świat przedstawiony jawi się jako byt zdeformowany, przeobrażony, potraktowany sarkastycznie, ale jest to także świat prosty, zgrzebny, taki trochę rustykalny. Ubodzy chłopi w lepiankach i gliniankach, postawionych własnymi rękoma, zmagają się ze srogimi zawodami, jakie gotują im własne dzieci, które nie chcą mieszkać na wsi. Walczą też oni z osobistymi zmorami, zazdrością, nieufnością, potępieniem.
Pantałyk czyta się jak legendę, klechdę, trochę ku przestrodze, trochę ku zabawie. Forma przywodzi na myśl podania słowne przekazywane kiedyś na wsiach podczas wieczornic, darcia pierza, łuskania fasoli itp. Słuchamy o brzydkim, ubogim świcie, turpistycznym, często prostackim.
Stylizacja językowa obecna w książce nie każdemu przypadnie do gustu. Najbliżej jej do chłopskiej gwary. Autor bawi się językiem, czasem stosuje zaskakujące inwersje, wymaga od czytelnika pełnego skupienia, zaangażowania, nie daje szansy na książkowy relaks i rozluźnienie. Ciekawe doświadczenie, czasem znojne,  a czasem nietrudne.

wtorek, 5 lutego 2013

Åsa Larsson – I tylko czarna ścieżka [recenzja]

Amator łowienia ryb w arce (kto nie zna rozszerzenia hasła łowienie w arce winien przeczytać książkę), w kuriozalnych okolicznościach znajduje zakrwawione, zamarznięte zwłoki kobiety. Śledztwem zajmują się komisarze Anna Maria Mela i Sven Erik Stålnacke. Do pomocy angażują znajomą prawniczkę, Rebekę Martinsson, z którą los połączył ich w innych bardzo dramatycznych okolicznościach (o których jest niejednokrotne wspomnienie w powieści). Pracowita i bystra Rebeka staje się dużą podporą dla policjantów, samo zaś uczestnictwo w śledztwie daje jej szansę na wyjście z własnych tarapatów psychicznych.
W toku działań śledczych wychodzi na jaw, iż zamordowana to Inna Wattrang, szefowa do spraw informacji w potężnej spółce wydobywczej Northern Explorer AB. Rozmowy z rodziną i współpracownikami na niewiele się zdają. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Milczenie najbliższego otoczenia budzi nieufność i podejrzliwość prowadzących sprawę – czyżby tym sposobem przyjaciele chcieli coś ukryć? Sprawa nabiera rozpędu, gdy śledzczy odkrywają, że ta wielka spółka, powiązana międzynarodowo, ma swoje bezwzględne prawa i bardzo mroczne tajemnice.
Sama akcja książki rozwija się bardzo wolno, właściwy, kryminalny wątek często ustępuje miejsca perypetiom rodzinnym i zawodowym poszczególnych bohaterów. Autorka stawia na wspomnieniowy obraz rzeczywistości. Wiele miejsca zajmują tu reminiscencje i retrospekcyjne dywagacje poszczególnych bohaterów, dzięki którym stopniowo odkrywamy kulisy śmierci Inny Wattrang. Echa przeszłości dają nam obraz charakterów, sylwetek uczestników zdarzeń.
Tajemnice, poważny świat biznesu, przemilczane fakty plus sylwetki prowadzących śledztwo. Dobre, ale bez zachwytów.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Amos Oz – Spokój doskonały [recenzja]


Głęboko nostalgiczna książka. Tytuł doskonale oddaje jej klimat. Spokój, tęsknota, deszcz za szybą, to najbliższe skojarzenia związane z treścią. Nie sposób odmówić autorowi językowego talentu, łatwości w oddawaniu nastrojów, sprawnego posługiwania się wieloznacznością i moim ulubionym środkiem wyrazu, jakim jest sarkazm.
Jonatana Lipszyca poznajemy zimą 1965 roku, kiedy to postanawia zostawić swoją żonę, kibuc, rodziców, by rozpocząć nowe, inne życie. Świetny chłopak, mówiono o nim. Tylko trochę zamknięty w sobie. Wrażliwiec. Długo waha się, nim wprowadzi w życie swój zamiar. W międzyczasie w kibucu pojawia się, zupełnie znikąd, Azaria Gitlin, uznający spółdzielcze gospodarstwa rolne w Izraelu za ostatnią enklawę sprawiedliwości i prawdy, chce tam mieszkać i pracować. Wkrótce zaczyna współpracę z Jonatanem, poznaje zwyczaje i mieszkańców. Swoją obecność i wybór miejsca tłumaczy słowami Spinozy: wszyscy ludzie przychodzą na świat, nie znając powodów, dla których wszystko się dzieje,ale wszyscy, od chwili urodzin, instynktownie szukają miejsca, gdzie będzie im dobrze.
Do tego nietypowego duetu bohaterów dołącza jeszcze Rimona, żona Jonatana, której postać jest chyba potraktowana najbardziej po macoszemu. Między opuszczoną kobietą a napływowym, nowym mieszkańcem wspólnoty rodzi się więź, która jest obojgu bardzo potrzebna do życia, do trwania. Jonatan zaś, po odejściu z kibucu czuje się wreszcie wolny – bez ogromu osób, które mu towarzyszyły całe życie, które według niego przysłaniały mu świat, zamykały go nań. Joni czuje ulgę, wyzwolony spod strefy kontroli rezygnuje ze swego imienia, wyzbywa się stanu posiadania, staje się po trosze nihilistą. Jakie będą jego losy, czy odnajdzie siebie?
Spokój doskonały to nostalgiczna, czasem wręcz smutna literatura, acz bardzo plastyczna, łatwo ulegająca wyobrażeniom. Poszukiwanie istoty i sensu życia jest tu bardzo ponure, melancholijne, często odbywające się bez wsparcia i zrozumienia innych. Smutno jawi się droga do własnego szczęścia. Jaki będzie jej finał?

piątek, 1 lutego 2013

Marta Guzowska – Ofiara Polikseny [recenzja]


Zapowiedź i krótki opis na okładce zwodzą i kuszą. Wykopaliska archeologiczne, szczątki mitycznej córki Priama, a wszystko to przysłonięte współczesną tragedią – morderstwem członkini ekipy. Brzmi intrygująco.
Wystarczy jednak rozpocząć rzeczywistą lekturę by srogo się zawieść. Moim zdaniem treść nie spełnia obietnic. Dialogi zupełnie bez wdzięku, pozbawione naturalności, fabuła bez tempa, niedopracowane postaci.
Zgrzyta też kreowany na głównego bohatera antropolog prof. Mario Ybl, tą swoją pozorną nonszalancją. Czytanie Ofiary Polikseny było trudne. Bohaterowie książki męczą się w upale, męczą się swoim towarzystwem, nieprzychylnymi okolicznościami życiowymi, czytelnik też asertywnie dołącza do grona umęczonych.
Sam pomysł na historię jest naprawdę świetny. Naprawdę. Archeolożka Pola Mor obejmuje kierownictwo odcinka cmentarzyska Achajów w pobliżu Troi. Podczas prac naukowcy odkrywają szkielet kobiety, pokryty złotymi blaszkami. W początkowej ekscytacji uznają, iż szczątki kobiety spoczywające pośród achajskich wojowników, mogą należeć do mitycznej Polikseny. Niedługo po tym spektakularnym odkryciu na stanowisku dochodzi do morderstwa, ginie należąca do ekipy Nadia, która inwentaryzowała znaleziska. Czyżby klątwa Polikseny?
Warstwa formalna nie zachwyca. Czerstwe dialogi na początku książki, w miarę upływu czasu poprawiają się, acz nie na tyle by móc im hołdować. Jest nudno, chropowato, czasem wybrzmi coś dowcipnego (najczęściej jakiś docinek), ale czuje się, że poszczególne rozdziały są grubymi nićmi szyte, wymęczone, czasem zbędne. Szkoda.