Wydawnictwo Karakter
Kraków 2026
Och, jakże podoba mi się język Agnieszki Daukszy - nieoczywisty, daleki od truizmów, pozostawiający niedopowiedzenia, zmuszający czytelnika do wnikliwego towarzyszenia historii.
Autorka ma szacunek dla bohaterów, dla czytelnika, dla historii. Potrafi w ten szacunek ubrać (i stworzyć) relację wszystkich zainteresowanych i uczynić ją tak spektakularną, wciągającą, że nie sposób oderwać się od fabuły.
Jest tu wiele bardzo trudnych chwil: wojna, getto, śmierć, codzienność śmierci, bestialskie mordy, próba ocalenia własnego dziecka, życie z bólem i troską i strachem o to co z porzuconym niemowlęciem. Niewyobrażalne.
I, choć temat wojny, okupacji i Shoah jest wszechobecny, to tym razem ustępuje miejsca opowieści o odwadze, jakiejś nadludzkiej, zważywszy na całożyciową tęsknotę i niemoc, kobiety, która walczyła o najbliższych. Nie tylko w czasie wojny.
Lina Fischman, mieszkanka Sambora, próbuje ratować swoją małą kilkunastomiesięczną córkę Ewę przed Zagładą. Podczas marszu kolumny Żydów przerzuca ją za ogrodzenie, do sadu jabłoni i traci ją z oczu. Według marzeń i wiary Liny dziecko przeżyło, trafiło do sierocińca, następnie zostało adoptowane przez małżeństwo Tuwimów, którzy wrócili z wojennej emigracji. Śledzi jej losy (ale czy to na pewno Ewa?), nigdy nie rozstrzyga pokrewieństwa za pomocą badań. Boi się rozczarowania, ulotności nadziei?
Całe życie trwała w przekonaniu, że córka Tuwimów to jej dziecko. Jak żyła z tą niepewnością (czy pewnością?), jak pielęgnowała pamięć o pierwszym dziecku, jak walczyła o byt kolejnych i ich umiejscowienie na mapie rodzinnych śladów. To prawdziwie poruszające i mocne doświadczenie czytelnicze.
Jak bardzo trauma wojenna, koszmar doświadczeń tamtego czasu wpłynął na losy kolejnych członków rodzin, ale też przyszłych pokoleń! Jak silny jest instynkt przetrwania, nadzieja, wiara, potrzeba potwierdzenia własnej wizji/wersji zdarzeń, to także niebywały, mocny fakt.
Dauksza niczego nie upraszcza, nie bierze niczyjej strony, razem z nami dławi się niepewnością i ciekawością. Chce wiedzieć i nie wie. Patrzy, ale widzi tylko fragmentami, drobnymi urywkami niepewnej historii, która ma wielkie nadzieje na bycie prawdziwą.
Ta książka to zadziwiająca lektura, która chwyta za serce, podaje wojenną historię w zupełnie nieoczekiwanej formie, w całym morzu pytań i niepewności, które przekładają się na nastrój i narracyjny tor przeszkód.
Bardzo interesująca, bardzo niepokojąca, ale też z pełnią wiary, że Ewa to Ewa. Tak chcę to widzieć. Widzieć jak Lina.