Przekład: Natalia Mętrak - Ruda
Wydawnictwo WAB
Warszawa 2026
Czuję głód. Zawsze gdy czytam tę książkę. Autorka ze swobodą, pasją i zaangażowaniem pisze o kuchni poszczególnych regionów Francji, dodając wspomnienia potraw i uczt w jakich brała udział, tak, że nie sposób nabrać ochoty na skosztowanie.
Francuska sztuka kulinarna na trwałe zapisała się w historii: pięć sosów Escoffiera, będących podstawą wielu dań, proustowska magdalenka, tarta tatin, a nawet jedzenie z puszki, które wynalazł w czasie wypraw napoleońskich cukiernik Nicolas Appert. Mnogość dań jest oszałamiająca: od płonących naleśników po kurczaka gotowanego w świńskim pęcherzu, ślimaków, sałatki z glonów czy bretońskiego hot doga, czyli kiełbasy w gryczanym naleśniku.
Do tego dbałość o tradycję (wiele spośród lokalnych przedsiębiorstw przechodzi z pokolenia na pokolenie: od piekarni po wytwórnie makaroników). Rolnicy zrzeszają się w kooperatywy i stowarzyszenia walcząc z zalewającą kraj importowaną żywnością marnej jakości. Na szczęście Francuzi wspierają małe firmy, kupują na lokalnych targach lub bezpośrednio od producentów (szczególnie warzywa i owoce), a także odwiedzają muzea poświęcone lokalnym wyrobom (jako pierwsze przychodzi mi na myśl muzeum camemberta), czy też zrzeszają się w bractwach, np. Bractwie Cykorii z Saint - Omer i Bractwo Kalafiora, także stamtąd. W Normandii w październiku świętują zbiory jabłek, a przy okazji wychwalają cydr i sery.
Autorka zwraca uwagę na niektóre z problemów z jakimi borykają się producenci. Poza wspominaną wcześniej konkurencją wynikającą z importu, pojawiają się susza, globalne ocieplenie, które zubożają populację ryb, małży i muli. w Normandii podwyższająca się stale temp. wody sprzyja rozwojowi jeżokraba, który zaś negatywnie wpływa na powyższe.
W swej podróży po Francji poszukuje i podkreśla rolę kobiet w całym procesie. W Burgundii na przykład żony właścicieli winnic opiekują się porzeczkowymi likierami, przechowują receptury. W Grand Est producentka dżemu, który nazywa się: caviar de Bar-le-Duc, posługuje się recepturą z 1344 roku. Gęsim piórem wyciąga z każdego owocu porzeczki pojedyncze ziarna, jednocześnie dbając o nienaruszenie struktury owocu.
Francuzi kochają podroby, mają własne określenie na wycieranie chlebem talerza z resztkami sosu (saucer), mają bagietkę, która od 2022 jest na liście niematerialnego dziedzictwa UNESCO, mają wina, szampany, winiaki, likiery. Szeroką linię brzegową z całym morzem glonów i skorupiaków, mają musztardę dijon i wielkie pola gorczycy. Wiele historii tłumaczących genezę danego dana jest zmyślonych, inne pochodzą z czasów rzymskich, inne powstały przy okazji lub są dziełem rozpaczy i braku składnika w kuchni. Są takie przepisy, które powstały u Stanisława Leszczyńskiego, są i takie, które najlepiej podsumowuje wypowiedź Paula Bocure. Oto ona: "Gdy architekt popełnia błąd, sadzi bluszcz, żeby go ukryć. Kiedy lekarz popełnia błąd, przykrywa go ziemią. Kiedy kucharz popełnia błąd, polewa go sosem i oznajmia, że to nowy przepis".
Książka Carolyn Boyd to hołd oddany francuskiej historii i kulturze kulinarnej. Jej twórcom, producentom i odbiorcom. Proste, a jednak głębokie przyjemności płynące z jedzenia, bycia razem, ucztowania i doświadczania tych wszystkich receptur, które dziedziczą kolejne pokolenia.
Smakowite doświadczenie.