Wydawnictwo: Marginesy
Warszawa 2026
Powojenne losy Dolnego Śląska są bardzo interesujące. Szczególnie jeśli chodzi o piękną (choć pustoszejącą ze względów demograficznych i ekonomicznych) Jelenią Górę.
Dziś pamięć o latach 40. XX wieku zdaje się być odległa i zapominana. Nie ulega wątpliwości, że mieszkańcy tamtych terenów są bardzo zróżnicowani, z przodkami pochodzącymi z różnych terenów: od Białorusi, przez Ukrainę po zachodnie rubieże.
Dobrze, że powstała książka, która przypomina i historię i tamte rejony. Tereny Odzyskane stają się scenerią dla powojennych losów rodziny, która przyjeżdża tutaj z Małopolski. Szuka nowego początku, odcięcia od wojennej rzeczywistości, trudnych wspomnień i przeszłości, bolesnej i okrutnej.
Dodatkowo, pośród próby leczenia ran nowi mieszkańcy muszą mierzyć się z grabieżami, kradzieżami i ciągłym strachem, czy nie przyjdą inni, nie będą musieli znów uciekać. Wokół Rosjanie, wokół niedobitki dawnych mieszkańców, a co za tym idzie: nieufność, strach, ale też nienawiść. Złożone losy ludzi, którzy szukali nowego domu w zgliszczach czyichś domów.
Autorka nie raz zostawia przestrzeń na to, by czytelnik mógł przemyśleć czym jest dom dla niego. Czy ta definicja obejmuje raczej mury, poczucie bezpieczeństwa, czy może obecność bliskiej osoby.
W traumach i boleściach wojennych wspomnień dom i jego pochodne stają się jedyną stałą do której warto dążyć, do której warto się odnieść. Dom to spokój, oddech, pewność.
Jeśli zaś idzie o styl powieści to odnoszę wrażenie, że ma nad czym jeszcze pracować. Choć oszczędność słownictwa, prosty język i melancholijny ton nie są szczególnie wymagające, to z drugiej strony potrzeba dużo talentu, by za ich pomocą utrzymać jego uwagę. Tutaj nie raz zdarzało mi się znużyć.