Przekład: Agata Ostrowska
Wydawnictwo: Obroty
Warszawa 2026
Klepanie formułek, abstrakcyjne postawy moralne (czy stanowiska etyczne), praktyka podważająca teorię i giętki kręgosłup moralny zachodniego świata - to tylko niektóre z zarzutów jakie Autor stawia w swej książce.
Są one zestawione z najmocniejszymi i budzącymi grozę opisami apokaliptycznej codzienności ludzi w Gazie, a także z prywatnymi wspomnieniami z życia własnej rodziny - emigracji zarobkowej ojca.
Moc słów i argumentów Autora są przytłaczające i bezdyskusyjne, jednak odnoszę wrażenie, że momentami jest zbyt emocjonalna, jak na esej. Osobista perspektywa reportażysty urodzonego w Egipcie, wychowanego w Katarze, pracującego w USA jest niewątpliwą zaletą, jednak intensywność własnego osądu mocno rzutuje na postrzeganie całości. Nie jest to zarzut, tylko spostrzeżenie, które sytuuje czytelnika w pewnej perspektywie, która jest ograniczająca. Dlaczego? Bo najbardziej stajemy po stronie rodziny Autora, to z nią sympatyzujemy, to z zapewniającym byt ojcem jesteśmy najbliżej. Wszystkie co poza tym jest mocnym dodatkiem. Tak to widzę.
Erozja mediów, upadek środków masowego przekazu, ich upolitycznienie lub postępująca trywializacja, oto niektóre z oskarżeń. Autor każdy z przytoczonych argumentów podbija i podkreśla nie tylko przykładem, ale tezą, że każdy przykład pasywności jest współudziałem. Również czytelnika.
Ponuro wybrzmiewają słowa o nieprawdziwych deklaracjach polityków, których puste słowa zapełniają szpalty gazet i czas emisyjny, ale nie wnoszą nic ponad to. Czy to wynik nieudolności, strachu, czy może chłodna kalkulacja będą wynikiem flirtu z kapitalizmem? Jakby tego nie nazwać cały system jest porażką liberalizmu i pozycjonowania tzw. "uniwersalnych wartości".
Przytłaczają argumenty, ocena kondycji współczesnego świata, a mnie najbardziej doskwiera świadomość obojętności.