niedziela, 18 października 2026

Aleksandra Korczak - Bezradne i romantyczne. Bohaterki lektur dla szkoły podstawowej [recenzja]


 Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Warszawa 2026


Ta książka to przeredagowana praca doktorska Autorki. Przełożona na język publicystyczny, uproszczona, łatwiejsza w odbiorze, a jednak niepozbawiona chaosu i powtórzeń, gdzie każda z lektur rozpatrywana jest pod innym kątem i przez to często powraca w kolejnych rozdziałach.

Z drugiej strony: ważne, że powstała, by pokazać, że wzorce męskie w literaturze są przepełnione galerią zachowań i cech, są zróżnicowani, bogaci (wewnętrznie) i predestynujący do bycia istotnymi. Co zaś z postaciami kobiecymi? Często są powtarzalne, pozbawione siły obywatelskiej i sprawczej, będące tłem dla działań wzorców męskich. Często są słabe i potrzebujące protekcjonalnej pomocy. Jeżeli już nabiera znaczenia to jako symbol, nie jako postać. Przerażające. 

A jednocześnie oczywiste, przecież wszyscy przeszliśmy przez szkolne lektury, a jednak nie postrzegaliśmy ich z tej perspektywy. 

Virginia Woolf we "Własnym pokoju: pisała, że przez wieki kobiety były lustrami odbijającymi w dwukrotnym powiększeniu figury mężczyzn. I, o ile jest to prawda mająca potwierdzić regułę, o tyle jest dotkliwa i niewątpliwa. 

Matki, sprzątaczki, służące, kucharki, ocalane, niemądre, zwykle piękne, mało kiedy dorosłe w sensie dojrzałości emocjonalnej. Zdarzają się w literaturze i antybohaterki (ach Goplana, ach Milady, ach Biała Czarownica), ale to margines. Wiodąca narracja jest stereotypowa. 

A gdyby tak wyobrazić sobie świat w którym lektura nie jest tylko koniecznością do zaliczenia egzaminu, zdobycia punktów z wypracowania, ale jest punktem wyjścia do krytycznego myślenia i dyskusji na tematy zawarte w lekturach. To by było coś! 

Póki co możemy prześledzić dobór lektur i konstatacje Autorki.

James Agee - Śmierć w rodzinie [recenzja]


 Przekład: Juliusz Pielichowski

Wydawnictwo: Materia

(marka wydawnicza Wydawnictwa Nowa Baśń)

Poznań 2026


"Kiedy cierpienie i rozpacz stają się zbyt wielkie, by człowiek mógł je znieść, pojawiają się chwile wyczerpania i odrętwienia. W takich momentach uczucia jakby się cofają, a w ich miejsce przychodzi złudne wrażenie jasności umysłu i chłodnego rozumienia tego, co się wydarzyło". Tak jest w przypadku Mary, kobiety, która straciła męża w wypadku samochodowym, zostając samą z dwójką dzieci. Mary szukała pociechy w tym, że mimo wszystko wstawała rano, rozmawiała z bliskimi, trwała. Była świadoma tego co się wydarzyło i mierzyła się z tym. Co więcej, konstatowała, że czerpała pewnego rodzaju gorzką satysfakcję płynącą z rzeczywistości, bo konfrontowała się z tym, że niosła wielki ciężar. Tak wielki, że nie sądziła, że kiedykolwiek będzie w stanie go udźwignąć, a jednak szła dalej. Pojawiła się też świadomość, że nie jest jedyna, że na świecie żyje wiele osób doświadczających podobnych uczuć. Nie jest wyjątkowa, nie jest osamotniona. Myślała też o tym, że dopiero bycia wdową uczyniło ją dorosłą. Poczuła szacunek do życia, do ludzi, którzy kiedykolwiek cierpieli. Nawet wobec tych, którzy nie byli w stanie wytrwać w swoim osobistym bólu aż do końca.

Bardzo interesujący jest kontekst historyczny - akcja powieści toczy się na początku XX wieku w Knoxville w stanie Tennessee. Relacje, rodzinne, dzieciństwo, pozycja kobiet, używki, rasizm, wiara, religijność. Tematów cała mnogość, a jedne z nich ledwo muśnięte, inne wspomniane mimochodem, a jednocześnie mocno zaakcentowane.

Bardzo mocna, choć nienachalna lektura. Do przemyśliwania. 

środa, 14 października 2026

Martin Caparros - Echeverria [recenzja]

 

Przekład: Katarzyna Okrasko

Wydawnictwo ArtRage

Warszawa 2024


Zachwycają mnie wybory ArtRage i ich droga wydawniczego rozwoju. To naprawdę budujące jak tworzą własną ścieżkę serii, a także po jakie utwory i Autorów sięgają. Dopinguję im z całych sił!

Tym razem znakomity Caparrosa, którego twórczość cenię. Stworzył biograficzną i historyczną opowieść o argentyńskim wieszczu, który chce nadać swej ojczyźnie moc i siłę poprzez własną twórczość, poprzez poezję. 

Jego życie, od młodych lat obfitujące w rozterki, tragedie, dylematy i wybory, jest żywym przykładem na to, że cierpienie jest nieodłącznym (choć nie w każdym przypadku) elementem twórczości literackiej.

Podróż do Europy, tragedie miłosne, walka z dyktaturą, a także XIX-wieczna Argentyna, Bunos Aires i odmalowane w porywający sposób czasy i obyczaje są wielką wartością pisarstwa Caparrosa.

Dynamika opowieści, nacechowana emocjonalnie, mocna historia prowadzona przez Autora, który potrafi kierować uczuciami czytelnika. Jest tu i wzniosłość, i melancholia, czasem strach, ach, cała paleta uczuć, które znakomicie rozkłada Caparros. Ma wielki talent, duże wyczucie społeczne, umiejętność pracy z miękkimi kompetencjami społecznymi, a także doskonały plan na fabularne rozłożenie akcentów.

To była duża przyjemność czytelnicza.


Barbara Woźniak - Flesze [recenzja]

 

Wydawnictwo Nisza

Warszawa 2026


Najbardziej zostaje mi w pamięci wyciszenie i spokój, skupienie na pojedynczych momentach i detalach. I jeszcze niespieszność.

W bardzo wielu momentach widziałam nawiązania do twórczości Wita Szostaka, szczególnie do "Szczelinami", choć to zupełnie inna twóczość, a jednak miałam skojarzenia, usilnie starałam się nie skupiać na podobieństwie nastroju, zabiegów stylistycznych. Zdaję sobie sprawę, że to porównania bardzo na wyrost, a jednak się pojawiły.

Sama opowieść jest kameralna, rozgrywająca się pośród uczuć i namiętności pisarki, która zakochuje się w tłumaczce własnej książki. Ma męża, zdaje się, bezproblemowe, spokojne życie, aż nagle pojawia się ona, a z nią wątek miłosny, pragnienia, zdrada, emocje. 

Utkana z pojedynczych fleszy historia, skupia się na detalach, przeżyciach, prostych czynnościach, mniejszych i większych wspomnieniach, zapamiętywaniu tych chwil, które powodują, że dana relacja, sytuacja, sprawa jest ważna.

Tutaj także proces twórczy - pisanie nowej książki jest nierozerwalnie złączone z prywatnym życiem bohaterki. Sława Wolska to początkująca pisarka, nauczycielka w krakowskiej szkole, żona atrakcyjnego męża. I właśnie kryzys ich relacji, fascynacja tłumaczką powodują, że wstępny plan na książkę ulega zmianie: z opowieści akademickiej przekształca się fabuła w pełną namiętności, łącząca różne literackie formy hybrydę, która jest najbliższa temu co akurat przeżywa bohaterka.

Pewnie przez strukturę opowieści chciałam łączyć ją skojarzeniami z bogatą twórczością Szostaka: ma tu bowiem miejsce łączenie perspektyw różnych postaci, a także fragmenty związane z przytaczaniem fikcyjnej powieści, wywiadów bohaterki, jest jej poezja. 

Podkreślona jest też rola słowa/języka jako łącznika zarówno intymnego, ale też mentalnego - w końcu to właśnie sprawa przekładu spowodowała, że obie bohaterki popadły we wzajemną fascynację. Bariera językowa (rumuński i polski) to także przykład tego jak bardzo język ma wpływ na ich relację - wiele tu niedopowiedzeń, niedoskonałości, niewybrzmianych sensów, a co za tym idzie powstają lingwistyczne powidoki - słów: rwanych, fragmentarycznych, oszczędnych.


środa, 7 października 2026

Slavenka Drukalić - Bajki o komunizmie [recenzja]

Przekład: Katarzyna Taczyńska, Wojciech Tworek

Wydawnictwo: Kolegium Europy Wschodniej

Wojnowice 2025


Wspaniały projekt okładki! Zachwycający! Tak samo jest z ilustracjami wewnątrz książki. Ich Autor, Jakub Kamiński wykonał znakomitą pracę, która jest wielkim atutem tej książki.

Sam pomysł Drakilić jest dość kontrowersyjny: opowiedzieć o opresyjnym i okrutnym systemie w konwencji bajki. Nie będzie ona łatwa w lekturze, nie będzie ona interesująca dla każdego. Z drugiej strony przewodnikami po tej szalonej opowieści są zwierzęta, które obserwują ludzi i komentują ich działania. Jest mała praska myszka, mieszkająca w małym praskim muzeum komunizmu. Jest papuga Tity, jest kot Jaruzelskiego. To, że naszymi narratorami są właśnie zwierzęta powoduje, że opowieść spotęgowana jest przez absurd. Opisują i okrucieństwa, i absurdy codzienności, które dziś śmieszą, ale kiedyś wyjazd do Jugosławii i przywiezienie walizki papieru toaletowego nie był czymś szokującym.

I, choć pojedyncze opowieści czasem śmieszą, czasem budzą nostalgię (wszystko zależy od wieku, wiedzy i doświadczenia czytelnika), to skłaniają też do swego rodzaju namysłu nad przeszłością, historią, dziedzictwem minionego ustroju politycznego. Późniejsza transformacja ustrojowa i jej konsekwencje zmieniły nie tylko historię, ale też w pewien sposób do dziś rzutują na naszą codzienność, zarówno pod względem społecznym, jak i socjologicznym. 

Refleksje nad przeszłością są przyczynkiem do rozliczenia się także ze współczesnością, ale też pokazują jak bardzo ludzie potrafią podporządkować się ustrojom, ugiąć się pod ich jarzmem, jak są niewiele znaczącym pyłkiem rzucanym na wiatr historii.

I smutna, i straszna, i zabawna, i refleksyjna jest Drukalić.



Rachel Kushner - Jezioro stworzenia [recenzja]


 Przekład: Marek Ferdyszak

Wydawnictwo Noir Sur Blanc

Warszawa 2026


Amerykańska agentka dostaje zadanie polegające na infiltracji radykalnej ekologicznej organizacji w jednym z rolniczych regionów Francji. Na celowniku ma komunę Le Moulin, której członkowie sprzeciwiają się przemysłowi i niszczeniu środowiska. Regionowi grozi utrata dostępu do bieżącej wody, a także rozwinięcie rolnictwa na ogromną skalę i wynikające z tego zagrożenia.

Guru tej organizacji jest domorosły naukowiec, miłośnik neanderatlczyków i pradawnych jaskiń, Bruno Lacombe, który przedkłada i wywyższa dertalczyków i jaskinie ponad wszystko. Charyzmatyczny przywódca ma być inwigilowany przez przebiegłą i skuteczną agentkę. Jednak sprawy się komplikują: złotousty Bruno umiejętnie żongluje historią, tak, że agentka musi skonfrontować się ze swoimi poglądami, doświadczeniami, potrzebami i osobowością. Odpowiednio mocno namieszał jej w głowie czy też może wcale mu się to nie udało? Musicie przekonać się sami. Ta opowieść łącząca w sobie tak wiele gatunków: od noir po moralitet jest w swej konstrukcji dokładna i stonowana, pełna ciszy i wolnych słów.

Pośród walki o przyrodę, a walki o wpływy pojawiają się pytania dotyczące egzystencji, historii, wartości, globalizmu, kondycji cywilizacji i wiele innych pytań zogniskowanych wokół filozofii i etyki.

I, choć są momenty, które wciągają i. budzą zainteresowanie prehistorią, to większą część lektury czułam znużenie i oddalenie od nurtujących Autorkę zagadnień. 


piątek, 25 września 2026

Melinda Moustakis - Alaskę masz we krwi [recenzja]


 Przekład: Jarek Westermark

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2026


Melinda urodziła się na Alasce. Wychowała w Kalifornii. Doktoryzowała w Kalamazoo w stanie Michigan. Mieszka w Rhode Island. Właśnie podczas studiów zaczęła pisać na poważnie, wracając do historii swojej rodziny związanej z Alaską. Rodzinne opowieści były powtarzane przez dziadków i rodziców i stały się częścią domowej mitologii. Szczególnie rozmowy z babcią wpłynęły na postrzeganie Alaski przez Melindę. Opowieść o trudach zimy, całym ogromie niewidzialnej pracy wykonywanej przez kobiety. 

Dużo w tej książce także opowieści wędkarskich, których genezy można upatrywać w studenckich wizytach u wuja. Mieszkała u niego nad rzeką Kenai, słuchając zarówno wuja, jak i jego kolegów snujących opowieści podczas łowienia ryb. Po trosze wzorując się na nich zbudowała własny rytm opowieści, jej specyfikę dialogową, a także napięcie fabuły. 

Czytając tę opowieść odnoszę wrażenie, że Autorka chce pokazać jej wyjątkowość, tkwiącą w codzienności. Mieszkańców, ich pracę, historię społeczności, ale też pojedynczych rodzin, osadników i ludów rdzennych. Biorąc na warsztat rodzinne anegdoty, opowieści i zdarzenia przekształca je w fikcję. Oprócz próby przybliżenia alaskańskiego stanu, próbuje też zapewne umiejscowić w niej własną rodzinę, jej historię i próbę wyobrażenia sobie życia przodków. 

Cała ta opowieść pełna jest przestrzeni i przyrody, powietrza, wody, wiatru, chłodu, bryzy i nieskrępowania. A wśród tych wspaniałości kryją się ludzie, ich przywary, mocne strony, serdeczności i uciechy, i problemy i codzienne życie. W pierwszej części widzę bardziej florę i faunę: walczące o życie ryby, patroszenie zajęcy, przemierzanie rzeki. W drugiej moc mają emocje i relacje: między różnymi pokoleniami, między osobami z tego samego pokolenia, między rodzinami. I jeszcze siła pochodzenia, która uwidacznia się i przez tęsknotę i przez wyprowadzkę. Obie dają perspektywę i margines do przemyśleń nad tym co kogo ukształtowało, jaki wpływ na wybory i zachowania ma miejsce urodzenia i wychowania. Czasem dobitna, czasem subtelna, czasem dosłowna, czasem pełna niedopowiedzeń. Taka jest Alaska wyłaniająca się z prozy Moustakis.