niedziela, 19 października 2014

Iris Johansen - Impas [recenzja]

Dawno już nie czytałam takiego gniota. Książka opisywana jako porywający thriller, trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, okazała się słabą kompozycją złożoną z różnych gatunków: jest tu trochę romansu, jakieś moralne dylematy, dramatyzowanie na siłę, a do tego szpiegostwo, jedna odważna kobieta, która stawia czoło południowoamerykańskiemu kartelowi (a przede wszystkim jego szefowi) i cały stek okolicznych bzdur podpierających tę chybotliwą fabułę. 
Autorka co krok obraża inteligencję czytelników, podsuwając nieprawdopodobne rozwiązania lub egzaltowane treści. Dodatek oniryczny, czy jak kto woli paranormalny, też powoduje pomruk zdegustowania. W zasadzie ta książka w ogóle się nie broni, każda kolejna strona i odautorski koncept to strzał w kolano. 
Przerażające, zniechęcające, momentami wręcz załamujące.
Co do treści: rzeźbiarka sądowa, Eve Duncan przed laty straciła córkę. Teraz angażuje się w pracę, odtwarzając twarze zaginionych i pomordowanych bezimiennych, by w ten sposób pomóc im odzyskać tożsamość, a ich rodzinom spokój.
Pewnego dnia odbiera telefon od groźnego kolumbijskiego handlarza narkotyków. Zgadza się przyjąć jego propozycję zidentyfikowania czaszki znalezionej w dżungli. Porzuca swoje życie, zostawia partnera i rusza w paszczę lwa.
Uciekajcie od tej książki w popłochu, to jedyny słuszny krok. 
Ja mam literacką niestrawność. Niestety.

piątek, 17 października 2014

Mordechaj Arieli - Aszkenazyjczyk [recenzja]

Mam za sobą lekturę wielu książek wspomnieniowych, które traktują o przedwojennej Polsce, czasach wojny i Shoah. Może dlatego tak łatwo wydawać mi sądy o podobnej literaturze - po prostu mam porównanie.
Arieli wypada w moim rankingu bardzo słabo. Bo choć początek książki dzieje się w Krakowie (są nawet krótkie wspomnienia o niezrównanym Mordechaju Giebirtigu), to jednak warsztat pisarski nie powala. Czasem wydawało mi się, że autor próbował pisać jak Singer, czasem  stylizował się na filozoficzną modłę Bubera, nigdy nie udało mu się nawiązać do tych wielkich pisarzy.
Nie ukrywam, że krakowska cześć wspomnień jest mi najbliższą i dla mnie najciekawszą. Mimo iż autor dość wnikliwie przyglądał się swoim bohaterom, to dla mnie ich portrety nie są skończone, brakuje im koloru, historii, nie zaznaczają się one szczególnie w pamięci czytelnika.
Sam główny bohater i narrator, Leon jest człowiekiem bez wielkiego charakteru, bez wielkich życiowych osiągnięć. Komiwojażer, skarbnik redakcyjny pisma literackiego wyjeżdża w latach 30. do Palestyny, gdzie rozpoczyna nowe życie, bez rodziny, za to pełne tęsknoty za krakowskim Kazimierzem i pozostawionymi w Europie bliskimi. Decyzja o wyjeździe uratowała mu życie, na ocalenie wspomnień o tych, którzy zginęli w komorach gazowych Treblinki i Auschwitz.
W zasadzie cała książka jest jedną wielką dojmującą tęsknotą za minionym światem, młodością, ludźmi, których nie ma. Wspomnienia pierwszych miłości, fascynacji literackich, nawiązania do dawnych i bliższych przyjaźni, miejsc, decyzji są zasadniczym fundamentem tej opowieści.
Czuję niedosyt, brakuje mi w tej książce siły i mocnych postaci, opisanych tak, by zostały w pamięci.
Obraz całości rozmywa się i niknie pośród całej galerii portretów wyjątkowych bohaterów książek wspomnieniowych.

czwartek, 16 października 2014

Tove Alsterdal - Grobowiec z ciszy [recenzja]

Na początku była okładka. Jako pierwsza zachęciła mnie do lektury.Doszło do tego, że chciałam przeczytać książkę nawet bez poznania informacji o samej fabule, tylko ze względu na tę okładkę.
Sugestywna, bardzo intrygująca, z dobrą kompozycją, ciekawym zdjęciem, ładną czcionką. Okładki kuszą i, jak się okazuje, często stanowią o wyborach czytelniczych. 
Sama historia jest dość sprawnym kryminałem, osadzonym w typowej skandynawskiej scenerii.
Katerine przyjeżdża do Sztokholmu po to, by zająć się ciężko chorą matką. Przy okazji porządkowania jej spraw trafia na list od firmy maklerskiej. Okazuje się, że matka jest właścicielką domu na kole podbiegunowym, za który oferent proponuje bardzo wysoką kwotę.
Katerine postanawia odkryć przeszłość rodzicielki, wyrusza na szwedzką prowincję, chcąc poznać historię rodziny.
W tym samym czasie, w sąsiedztwie owego tajemniczego domu matki naszej bohaterki, dochodzi do brutalnego mordu. Miejscowa ludność jest poruszona, jak to zwykle bywa w małych społecznościach. Katerine przyglądając się bliżej tej sprawie, dochodzi do wniosku, że okolica skrywa bardzo wiele ciemnych spraw, niektóre z nich dotyczą jej rodziny. Strach się bać dokąd zaprowadzą ją poszukiwania prawdy o swoich przodkach.
Powieść tę wyróżnia geografia miejsc. Poza bardzo epizodycznym Sztokholmem, mamy okolicę koła podbiegunowego, troszkę Londynu, a nade wszystko Petersburg, i graniczące ze Półwyspem Skandynawskim terytoria rosyjskie, które poznajemy w ciekawych historycznie czasach sprzed II wojny światowej. Wielość zdarzeń, miejsc, różne historie, które jednak na koniec łączą się i wyjaśniają stanowią o tej książce.Wielowymiarowy, niejednoznaczny obraz daje pole wyobraźni,


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:







piątek, 10 października 2014

Lidia Ostałowska - Bolało jeszcze bardziej [recenzja]

Ta książka uwiera, drapie, męczy, a jednocześnie nie pozwala na spasowanie, na odrzucenie jej w kąt. Autorka zebrała dwanaście historii z Polski B - biednej, szarej, beznadziejnej, i choć wcale tego nie chcemy - dominującej. Nędza jest bardzo dobrym tematem dla literatury, plastycznym, wielowątkowym, (nomen omen) bogatym (w znaczenia). Jak wiele można o niej pisać, jak wiele różnych masek przybiera, a przy tym jest dla czytelnika dużo bardziej znośna niż czytanie o bogactwach, wiecznym powodzeniu. Łatwiej nam skonfrontować cudze nieszczęście z własnym życiem, i ewentualnie pocieszyć się, że wcale nie jest z nami tak tragicznie.
Autorka porusza się po całej Polsce: jest historia dresiarzy z Łodzi, którzy w obliczu kompletnej pustki i poczucia bezsensu przesiadują całe dnie na podwórkach, pod szkołą, gdzie czekają kolejnego równie pustego dnia. Jest opowieść o Magiku - TYM Magiku, który walczył z własną wrażliwością i postrzeganiem świata, teraz jego historia dodatkowo opowiedziana jest filmem Jestem Bogiem.
Przerażające są historie molestowań, opowieść o morderczyni dzieci, o bezradności mieszkańców dawnego pegeeru. 
Atmosfera jest gęsta, przejmująca, pełna poczucia smutku i dojmującej beznadziei. Jednocześnie poszczególne wątki tak mocno zostają w czytelniku, że nie sposób nie dokończyć tych reportaży, nie dotrwać do osobnych finałów.
Reportaże Ostałowskiej są lekcją pokory oraz wrażliwości na zastany świat. Czas nauczyć się żyć bez ocen, bez wartościowania, bez stygmatyzowania.
Trudna i bolesna lektura.

czwartek, 9 października 2014

Icyk Manger - Księga raju [recenzja]

Uwielbiam literaturę jidysz za jej mądrość, humor, ciepło i wielki dystans do rzeczywistości. Manger idealnie wpisuje się w powyższe określenia, dodatkowo wzbogaca je o ironię i piękny obrazowy język powieści,
Księga raju jest swego rodzaju obrazem wierzeń Żydów, którzy pokładają wiarę w tym, iż przed narodzeniem każdy człowiek przebywa w raju. Kiedy nadchodzi moment narodzin, anioł odprowadzający człowieka na ziemię daje mu prztyczka w nos, by ten zapomniał swoje rajskie życie. 
Bohater opowieści - Szmul Aba, zachował jednak pamięć o Edenie. Wykorzystał pewien fortel, który zapewnił mu wspomnienie wcześniejszego żywota.
Krótko po narodzinach ujawnia on swoje nadzwyczajne zdolności, staje się swego rodzaju zjawiskiem, gromadząc uczonych i mądrych Żydów, którzy słuchają opowieści o wymarzonym raju oraz o jego niezwykłych mieszkańcach.
Pojawia się tu cała galeria postaci, które bardzo często przypominają ludzkie charaktery, mają wady i słabości, przywary i niezbyt chwalebne nawyki.
Pośród znamienitych postaci po raju przechadzają się takie wielkie osobowości jak prorocy: Izaak czy Abraham, nie brak też szaraków: krawców, mleczarzy czy policjantów i zwykłych mełamedów.
Jest anioł moczymorda, który nie dość, że zaniedbuje własne obowiązki, to dodatkowo pije na umór w karczmie, mełamed kompletnie nie ma posłuchu u uczniów, pewnego razu omal nie stracił skrzydeł przez psoty naszego Szmula Aby oraz jego przyjaciela Szczylka.
Zasadniczo w raju wcale nie jest tak rajsko. Biedacy klepią biedę, nie ma sprawiedliwości, ale jednak wszyscy zgodnie czekają na przyjście Pana.
Codzienność i stagnacja tych w niebiosach została jednak zachwiana. Pewnego dnia ucieka Szor Habor, przeogromny byk, który ma być główna potrawą na uczcie po przyjściu Mesjasza. Szmul Aba i Szczylek ruszają z misją ratunkową. Jak się ona potoczy?
Historia zawarta w Księdze raju jest balsamem dla duszy. Przynosi spokój, pozwala złapać dystans i zapomnieć o codzienności, delikatne wybuchy śmiechu co kilka kartek również znakomicie odprężają. Najcenniejszy jest jednak ładunek ludowych mądrości i garść krotochwil, które upiększają powieść. Uczta dla oka, uczta dla duszy!

poniedziałek, 6 października 2014

Dorota Masłowska - Jak zostałam wiedźmą [recenzja]

Najlepsze w przypadku tej książki są ilustracje - dynamiczne, sugestywne, dowcipne. Tekst Masłowskiej sam w sobie odkrywczy nie jest, jednak posiada typowe dla niej zabiegi stylistyczne, które dla niektórych będą zachętą samą w sobie. 
W opowieść dla dzieci ubrała trawiącą dzisiejsze społeczeństwo pogoń za tym co większe większe większe. Przypowieść o dobrym i złym, otoczona iPhone'ami, pałacami z castoramy i innymi lidlami, pokazuje, że teraźniejszość najbardziej łasa jest na konsumpcję i napędzane przez nią sztuczne potrzeby. Dzieciom niestraszna już wiedźma (której dietę stanowią średnio tłuste oseski), godzą się nawet na bycie przystawką, pod warunkiem, że cena za ich ofiarę będzie odpowiednio wysoka. 
Tytułowa Wiedźma wyrusza na polowanie, gdyż od przeszło dwóch lat nic nie jadła i marzy o niegrzecznym dziecku (bo tylko takiej jej smakują), które zaspokoi wciąż rosnący głód. Po drodze spotyka jednak bardzo grzeczną (a co za tym idzie trującą) dziewczynkę, która w wyniku magicznych sztuczek pomaga przeokropnej czarownicy w odszukaniu najbardziej niegrzecznego chłopca o imieniu Boguś.
Książkę Masłowskiej przeczytałam dziś, dziś też wybrałam się do Teatru Studio, gdzie zadania przeniesienia utworu na sceniczne deski podjęła się Agnieszka Glińska. Wyszło jej to wybornie. Rytm, w jakim pisze Masłowska idealnie wypada w teatrze, ogrywany dodatkowo przez takie wspaniałe nazwiska jak Kinga Preis (rewelacyjna Wiedźma), Dorota Landowska czy Dominika Ostałowska, staje się niezwykłym przeżyciem. Energia, wigor, impet, przerysowanie i rozmach stanowią o sile przekazu. 
Wielkim prezentem dla widzów była znakomita muzyka na żywo w wykonaniu zespołu Voo Voo.  Idealne dopełnienie całości, ale też duża gratka dla ucha.
 Gorąco polecam spektakl Glińskiej, na pewno dużo bardziej niż książkę Masłowskiej. Jej spojrzenie na twórczość pisarki oswaja książkę, rzuca na nią bardzo intrygujące światło.
Idźcie na tym światłem, w teatrze czeka na was niezrównana Kinga Preis.

czwartek, 2 października 2014

Barbara Ogrodowska - Tradycje polskiego stołu [recenzja]

Poznawanie całej serii Ocalić od zapomnienia to dla mnie wielka przyjemność.
Poluję w internecie na kolejne tomy, a póki co rozkoszuję się Tradycjami polskiego stołu.
Autorka powraca do czasów, gdy tradycja i folklor miały pewien określony format, klasę, prestiż, gdy czas płynął wolniej, a ludzie potrafili delektować się chwilą.
Pouczające, trochę edukacyjne, a przy tym pełne uroku i pewnej tęsknoty wpisy o tradycyjnych w Polsce produktach spożywczych, ich pochodzeniu, ewaluowaniu potraw. Dodatkowego uroku dodają staropolskie przepisy (czasem nawet z domu autorki), piękne zdjęcia, staranne wydanie.
Dawna kultura charakteryzowała się zarówno oszczędnością, szacunkiem wobec natury i jej darów, a także pewną zmyślnością i bujnością pomysłów. Stąd ciekawe pomysły na kasze, potrawy mączne, warzywa, dziczyznę, miody, przetwory, wędzonki. Jest tu też miejsce na specyfiki domowych apteczek.
Dla mnie zaś największym skarbem były rozdziały poświęcone staropolskim obiadom, posiłkom codziennym i odświętnym, a także wielkim ucztom.
Interesujące są informacje obejmujące tradycje postne, czy te dotyczące źródeł czerpania wiedzy kulinarnej.
Inspirująca historia polskiej sztuki kulinarnej. Do ciągłego powracania nie tylko po natchnienie, ale także po doznania estetyczne wynikające z bardzo starannego wydania tomu. Polecam.