Wydawnictwo Znak
Kraków 2025
Podobało mi się, że cała historia opowiadana jest niespiesznie, z czujnością i skupieniem na geście, tembrze głosu, niedopowiedzeniach. Na złości, tajemnicy i pomrukiwaniach, które wyrażały najczęściej niechęć, ale czasem też dyskrecję.
Postaci, dość topornie nakreślone, w finale okazały swą marną konstrukcję. To, co pozostawało w sferze domysłów, a może nawet nie istniało w świadomości, nagle objawiło się jako prawda i to zaserwowane w tak trywialny sposób, że cała sympatia dla wcześniejszej fabuły siadła.
Nie chodzi o temat. Nie chodzi o historyczne ujęcie, rzecz w sposobie ujmowania historii. A raczej w jej nieudolnym prowadzeniu. Płaska, naiwna, toporna linia narracyjna zarżnęła opowieść.
Ku mojemu zdumieniu zalążek historii był bardzo interesujący, choć zmarnotrawiony tym co wyżej, no i jeszcze postaci bez głębi psychologicznej i logicznego rysu psychologicznego. A mogło być tak dobrze: wplecenie w samotność po stracie rodzica własnych pragnień i namiętności. Połączenie historii II wojny światowej z powojenną rzeczywistością Holandii to kolejny bardzo interesujący wątek. I co z tego skoro wpadł w nieforemne słowa, które rozczarowują?
Holandia lat. 60. XX wieku. Około 30-letnia Isabel spotyka się w restauracji ze swoimi dwoma braćmi: Hendrikiem i Louisem. Ten drugi przychodzi ze swoją partnerką, Evą. Od początku czuć napięcie między kobietami, bracia bardziej żartują z nieokrzesania, prostactwa Evy. Louis prosi siostrę, by przyjęła Evą do ich rodzinnego domu na czas jego podróży służbowej. Kobiety zamieszkują razem. Opowieść się toczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz