niedziela, 8 marca 2026

Anthony Passeron - Uśpione [recenzja]

 

Przekład: Jacek Giszczak

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2024


Sięgnęłam po tę książkę głównie przez jej ulokowanie geograficzne: gdzieś między Włochami a Francją, Nieceą a małymi (tu bezimiennymi) francuskimi miasteczkami. 

Dopiero później przyszedł temat: biograficzna historia rodziny Autora, która mierzy się z rodzinnym smutkiem. To  po trosze opowieść o obowiązku (ojciec Passersona, który wziął na siebie odpowiedzialność za utrzymanie rodziny i podtrzymanie tradycji zawodowej), o wolności i dezynwolutrze stryja Desire, a także o odwadze, na którą zdobył się Autor, by podzielić się najtrudniejszą rodzinną historią, w której śmierć i choroba dotknęły zbyt wiele osób.

Rozdziały o rozwoju AIDS czyta się jak wciągający scenariusz filmowy, choćby ze względu na zaangażowanie i bezprecedensowe działania francuskich lekarzy. Przeplatane są one historią stryja, która już od początku miała znane wszystkich czytającym zakończenie - wiemy jakie będzie, a mimo to trudno się z nim pogodzić. 

Tradycje rodzinne, silny konserwatyzm, przywiązanie do tradycji, i takichże ról społecznych, budowanie pozycji w społeczności lokalnej poprzez wartości, normy społeczne znane i szanowane od lat, oto krótka charakterystyka rodziny, w której wychował się stryj. 

Ciekawości Anthony'ego towarzyszy szacunek i zrozumienie, empatia i chęć podtrzymania pamięci, o tych, których odebrała nieuleczana choroba. Zwraca uwagę na problemy społeczne, jakie miały miejsce w latach 80., na uzależnienia, brak świadomości społecznej i medycznej, na to jak jednostkowa historia mocno obrazuje lawinę i tragedię choroby, która w tamtych czasach była dopiero rozpoznawana i dokumentowana.

Początkowo książka wciąga i zachęca do poznawania kolejnych stron, z czasem traci impet i moc, spowalnia i zmienia się, zupełnie jak nastrój rodziny, która wie, że w przypadku Desire wszystko jest już skończone.

Ta książka to przykład oddania, szacunku i troski o pamięć i o rodzinną ciągłość. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz