Przekład: Juliusz Pielichowski
Wydawnictwo: Materia
(marka wydawnicza Wydawnictwa Nowa Baśń)
Poznań 2026
"Kiedy cierpienie i rozpacz stają się zbyt wielkie, by człowiek mógł je znieść, pojawiają się chwile wyczerpania i odrętwienia. W takich momentach uczucia jakby się cofają, a w ich miejsce przychodzi złudne wrażenie jasności umysłu i chłodnego rozumienia tego, co się wydarzyło". Tak jest w przypadku Mary, kobiety, która straciła męża w wypadku samochodowym, zostając samą z dwójką dzieci. Mary szukała pociechy w tym, że mimo wszystko wstawała rano, rozmawiała z bliskimi, trwała. Była świadoma tego co się wydarzyło i mierzyła się z tym. Co więcej, konstatowała, że czerpała pewnego rodzaju gorzką satysfakcję płynącą z rzeczywistości, bo konfrontowała się z tym, że niosła wielki ciężar. Tak wielki, że nie sądziła, że kiedykolwiek będzie w stanie go udźwignąć, a jednak szła dalej. Pojawiła się też świadomość, że nie jest jedyna, że na świecie żyje wiele osób doświadczających podobnych uczuć. Nie jest wyjątkowa, nie jest osamotniona. Myślała też o tym, że dopiero bycia wdową uczyniło ją dorosłą. Poczuła szacunek do życia, do ludzi, którzy kiedykolwiek cierpieli. Nawet wobec tych, którzy nie byli w stanie wytrwać w swoim osobistym bólu aż do końca.
Bardzo interesujący jest kontekst historyczny - akcja powieści toczy się na początku XX wieku w Knoxville w stanie Tennessee. Relacje, rodzinne, dzieciństwo, pozycja kobiet, używki, rasizm, wiara, religijność. Tematów cała mnogość, a jedne z nich ledwo muśnięte, inne wspomniane mimochodem, a jednocześnie mocno zaakcentowane.
Bardzo mocna, choć nienachalna lektura. Do przemyśliwania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz