poniedziałek, 28 września 2015
Otto Dov Kulka - Pejzaże metropolii śmierci [recenzja]
Książka inna niż wszystkie. Autor jako dziecko przebywał w obozie Auschwitz, tam został rozdzielony z matką, tam przeżył najtragiczniejszy czas swojego życia. Jednak w Pejzażach... nie ma oskarżycielskiego, mocnego tonu, tak charakterystycznego (i zrozumiałego) dla tego typu publikacji. Otto Dov Kulka prowadzi nas przez swoje rozmyślania o tamtych czasach w melancholijny sposób, który tak bardzo różni się od retoryki i stylu przyjętego dla byłych więźniów obozów koncentracyjnych, że aż nie potrafię się odnaleźć w jego filozofii.
niedziela, 27 września 2015
Jussi Adler - Olsen - Zabójcy bażantów [recenzja]
Tak wiele dobrego słyszałam o tej książce, ale gdy przyszło do konfrontacji z moimi własnymi odczuciami po lekturze, z tych wspaniałości nic nie zostało.
Jednak na początku fabuła: na biurko szefa Departamentu Q, Carla Mørcka, trafia teczka z aktami starej, zamkniętej już sprawy. Zabójca odsiaduje wyrok, przyznał się, więc skąd ta teczka? Detektyw nie traktuje sprawy poważnie do momentu, aż jego przełożeni odsuwają go od sprawy. Wrodzona przekora i upór każą mu drążyć temat.
Okazuje się, że w świetle dowodów, podrzuconych przez nieznanego świadka, odpowiedzialnymi za podwójne morderstwo sprzed lat są absolwenci elitarnej prywatnej szkoły, którzy dziś piastują ważne stanowiska, są na tak zwanym świeczniku. Mørc przeciwstawia się korupcji, tajemnicom rządzących, a także ich układom i pogróżkom.
Poszukuje on także dawnej towarzyszki morderców, która od lat ukrywa się, mieszka na ulicy, cierpi na schizofrenię, ale przede wszystkim pragnie zemsty na tych, którzy kiedyś wyrządzili jej wielką krzywdę. Kimmie, bo tak ma na imię owa kobieta jest najciekawszym charakterem w książce. Stopniowo odsłania się przed nami jej historia, z każdym elementem bardziej tragiczna i przerażająca. W zasadzie Kimmie jest najważniejszym elementem układanki, a także postacią najatrakcyjniejszą dla czytelnika.
Mam problem z tą książką, nie podobała mi się, ale nie umiem wyjaśnić dlaczego. Wszystko przecież gra: intryga, główna postać jest wielobarwna, mocna, ciekawa, a mimo to nie potrafię myśleć o tej książce jako o czymś udanym.
sobota, 26 września 2015
Tess Gerritsen - Umrzeć po raz drugi [recenzja]
Co za emocje! Bardzo lubię twórczość Tess Gerritsen, każda jej kolejna książka tylko utwierdza mnie w w przekonaniu, że jest utalentowaną pisarką.
W Umrzeć po raz drugi wraca do sprawdzonego żeńskiego duetu: Rizzoli i Isles, kobiet, które na różnych płaszczyznach dociekają prawdy o zbrodniach. Bostońska policjantka, Jane Rizzoli wraz z patolożką sądową, Maurą Isles stanowią zgrany tandem przyjaciółek, ale przede wszystkim współpracownic. Muszą zmierzyć się z potworną zbrodnią: w okrutny sposób zostaje pozbawiony życia preparator zwierząt. Na jego ciele znaleziono ślady pazurów. Kto jest mordercą?
Bostońska zbrodnia przeplata się na kartach powieści z afrykańską wyprawą na safari. Ta część książki zdecydowanie przeważa i bardziej wciąga. Mamy oto grupę kilkorga osób, które powodowane ciekawością świata, a przede wszystkim chęcią przeżycia przygody w dzikiej Afryce, decydują się na samochodową wyprawę z doświadczonym tropicielem. Po kilku dniach przygoda zamienia się w koszmar. Kolejni uczestnicy wyprawy tracą życie. Mordercą jest jeden z nich...
Tajemnicza, pełna emocji, a także sugestywnych opisów zachowań, sytuacji jest część afrykańska. Nie mogłam się wprost doczekać kiedy po rozdziałach bostońskich nastąpią te z Czarnego Lądu. Nie oznacza to bynajmniej, że amerykańskie ustępy są gorsze, po prostu dla mnie poczucie zagrożenia, odcięcie od świata, klaustrofobiczne poczucie, że świat skurczył się do jednego samochodu, kilku namiotów i mordercy czającego się wśród tych wystraszonych turystów, stanowią większe wyzwanie i pole dla wyobraźni. Siłą tych rozdziałów jest też budowanie poczucia wspólnoty czytelnika z bohaterami, dojmujące poczucie zagrożenia, strachu, a przede wszystkim ciekawość, kto czyha na pozostałych.
Gerritsen trzyma fason, jej styl utrzymuje się na wysokim poziomie, dobre dialogi, pomysły fabularne, napięcie, tempo. Wszystko gra, a książka wciąga! Naprawdę ciężko się od niej oderwać. Ja przeczytałam ją za jednym razem, nie byłam w stanie dzielić lektury na kawałki, jest tak ciekawa, że połknęłam ją od razu w całości.
wtorek, 22 września 2015
Joanna Jodełka - Kryminalistka [recenzja]
Dobry jest tu zamysł fabularny. Już na początku wiemy to, co w klasycznym kryminale okazuje się na końcu: od pierwszych stron mamy pewność, że główna bohaterka zabiła męża.
Jednak nie to jest najważniejsze, czy najciekawsze. Istotne stają się wydarzenia, które mają miejsce już po zabójstwie, wokół Joanny (głównej bohaterki) zaczynają dziać się niepokojące wydarzenia. Osoby, które do tej pory patrzyły na jej małżeństwo, kreowały się na jej przyjaciół, zaczynają pokazywać inne niż dotychczas oblicza.
Fabuła biegnie wstecz, z każdą kolejną stroną dowiadujemy się co było przed zabójstwem. Wiemy więc, że Joanna była nieszczęśliwa z mężem, który znęcał się nad nią psychicznie. Zbrodnia, której dokonała zaważyła na jej dalszym życiu, ukrywając się i broniąc przed kolejnymi niebezpieczeństwami dodatkowo komplikuje swoją i tak już trudną sytuację. Pojawia się pytanie o prawdę i kłamstwo, o interesowność i pazerność.
Dla mnie najbardziej dojmujące było uczucie duszności i poczucie, że wszystko w tej fabule jest silnie barwione poczuciem zagrożenia, ale też sztuczną tajemniczością.
Nie przypadła mi do gustu ta maniera, według mnie wprowadza ona sztuczną nerwowość, nadmierne napięcie, trąci wymuszeniem.
Pomysł był dobry, wykonanie pozostawia jednak wiele do życzenia. I jeszcze pretensjonalność na finał! Niepotrzebna i stygmatyzująca teatralnością.
poniedziałek, 21 września 2015
Grégory Samak - Księga życia [recenzja]
Samak postąpił bardzo odważnie. Zadebiutował powieścią w której rzeczywistość miesza się z tym, co niemożliwe, codzienność przeplata z domysłami i projekcjami autora.
Sięgnął też po temat trudny, a jednocześnie mocno wyeksploatowany, zastanawia się on bowiem co by było, gdyby Hitler zginął już w latach 20.
Na bohatera swojej opowieści wybrał Eliasa Eina, starego Żyda, który na emeryturze postanawia przenieść się z Wiednia do małego granicznego miasteczka Braunau, w którym do trzeciego roku życia mieszkał Adolf Hitler. Zbieg okoliczności sprawia, że zamieszkuje nawet w tym samym domu. I tutaj odkrywa tajemne pomieszczenie, w którym mieści się wspaniała biblioteka pełna niezwykłych zbiorów. Elias szczególnie interesuje się księgą, w której zaszyfrowane są dzieje i losy ludzi mu współczesnych, ale też przyszłych pokoleń. Za sprawą Księgi zaczyna on odkrywać przeszłość, interpretować fakty, a także postanawia zmienić przeznaczenie, by odwrócić losy świata.
Jaki będzie finał jego poczynań? Czy uda mu się powstrzymać Shoah?
Samak próbuje przekazać czytelnikowi swoją wersję świata, a także przedkłada własne poglądy i przekonania. Poprzez stworzenie postaci Eliasa dał przykład ciągłości żydowskiego losu, jego złożoność i ciężar. Portretując austriackie społeczeństwo alarmuje, że pewne zachowania, postawy, a także przekonania nie ulegają przedawnieniu, wręcz przeciwnie - trwając w ukryciu i tajemnicy nabierają mocy, przybywa im zwolenników.
Dla mnie dość problematyczne było w tej książce rozłożenie proporcji: przedstawienie głównego bohatera, jego życiowe dylematy, a w części głównej - wszelkie perypetie wynikające z posiadania Księgi. Uważam, że są one zachwiane, czynią wrażenie niedoboru. Sam finał równie wpasowuje się w powyższy wytyk.
Książka dla miłośników historii, spiskowej teorii dziejów, a także dla tych, którzy chcieliby spojrzeć na alternatywne rozwiązanie wydarzeń z przeszłości.
Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:
środa, 16 września 2015
Michael Sadler - Anglik w Paryżu [recenzja]
Bardzo rzadko zdarza mi się parskać śmiechem czytając książkę. Prawdę powiedziawszy ostatnio robiłam to tak dawno, że nie pamiętałam jak to jest.
Sadler pastwi się nad Francuzami i ich zwyczajami w uroczy sposób, wyśmiewając ich zadufanie i narosłe przez wieki zmutowane rytuały.
Na pewno ta książka nie poruszy szerokiego grona czytelników. Do tego trzeba lubić brytyjski humor i odkryć w sobie frankofila.
Wiele paryskich smaczków, wyciąganie najbardziej jaskrawych różnic między Europejczykami z kontynentu a wyspiarzami stanowią niezłą rozrywkę dla czytelnika.
Mnie najbardziej rozbawiła historia z pułkownikiem, czyli wielkim fromage, który był pierwszym francuskim marzeniem naszego bohatera. Inna bardzo dowcipna opowieść dotyczyła przygotowań, a także samego przejazdu przez Etoile. Ucieszny, swawolny, przezabawny opis obyczajów i postrzegania jednego narodu przez drugi.
Wszystkie nieporozumienia i perypetie (zdobywanie mieszkania, miejsca parkingowego czy dołączenie do klubu smakoszy) są udziałem bohatera, pracownika naukowego, który na rok wyjeżdża do Paryża, by tam nie tylko rozwijać się naukowo, ale przede wszystkim zakosztować prawdziwego kontynentalnego życia.
Będzie z tego wiele uciechy, kilka nieporozumień, a także mały romans z ognistą Francuską.
Nie jest to wielka literatura, ale nie ma ona nawet takich pretensji. Celne, w większości przypadków bezlitośnie obśmiane prawdy o ludziach i ich wyobrażeniach o sobie.
Książka na poprawienie humoru.
niedziela, 13 września 2015
Agata Tuszyńska - Oskarżona: Wiera Gran [recenzja]
Jak pisać o postaci, która jest skrajnie kontrowersyjna? Jak zachować umiar, takt, jak odkryć prawdę, a po drodze ani nie znienawidzić swojej bohaterki, ani nie dać się jej zmanipulować? Czy to w ogóle możliwe?
Pisząc o Wierze Gran, Agata Tuszyńska popełniła pewnego rodzaju szaleństwo. Spotkała ją jako starszą, poważnie schorowana kobietę, której większość dolegliwości miało podłoże psychiczne, nerwowe. Ile z jej relacji jest prawdziwych, ile pozostaje konfabulacją? To bardzo trudne do określenia, wątpliwości potęguje fakt, iż z każdym razem Gran mówiła o tych samych sprawach i zdarzeniach w innym sposób, zazwyczaj drastycznie różny od poprzedniego.
Ciężar okupacyjnych doświadczeń, oskarżenia powojenne, a także rozczarowanie światem, samotność, strach, obawa przed przyszłością. Na niemal każdej stronie tej biografii jest coś, co przyprawia mnie o wątpliwości. Nie umiem współczuć bohaterce, często czuję niechęć. Być może dlatego, iż widzę ją jako zrzędliwą, wietrzącą spiski, nieufną, często opryskliwą staruszkę, która spędza ostanie lata życia w koszmarnie zapuszczonym, zagraconym mieszkanku.
Wiera Gran zyskała sławę jako warszawska pieśniarka, mogąca pochwalić się niezwykłym altem, a także urodą, klasą, popularnością. W czasie wojny trafiła do getta, gdzie śpiewała w kawiarni Sztuka.
I tu zaczyna się rozdźwięk między tym co wypadało, a czego nie można było robić w czasie okupacji niemieckiej. Jak wspomina autorka, to, co po stronie aryjskiej uznawane byłoby za zdradę i flirt z wrogiem, tu, za murami getta było koniecznością. Śpiewanie w kawiarni, gdzie wciąż można było coś przekąsić i wypić zakrawało na tragicznym chichot losu. Za oknami głód, śmierć z wycieńczenia, mordowanie Żydów, a tu, w kawiarni Gran wciąż śpiewa przedwojenne szlagiery. Nie to jednak sprowadziło na nią piętno zdrajczyni. Według świadków była ona współpracowniczką okupantów, a to ciężkie oskarżenie, z którym zmagała się do końca życia.
Kontrowersje budzi też przytaczanie przez autorkę słów Wiery Gran dotyczących gettowych zajęć Władysława Szpilmana. Te cytaty spowodowały, że Tuszyńska trafiła przed sąd za przytaczanie fałszywych opinii.
Osobiście uważam, że w książce pełno jest wypowiedzi Gran, które są więcej niż dyskusyjne. Jej poglądy były nacechowane negatywnymi odczuciami, ponadto, zdradzała wciąż objawy niestabilności nerwowej, czasem o charakterze maniakalnym. Być może autorka chciała skandalu i poruszenia w środowisku, jeśli tak, to bardzo źle o niej świadczy...
Ta książka to zapis niefortunnej koincydencji czasów i losu. Gdyby nie II wojna, Wiera Gran byłaby podziwiana, uwielbiana, bogata, sławna. Miała talent, prezencję i pozycję. A wszystko to przekreśliło 6 lat okupacji. Pojawiły się oskarżenia, a nawet aresztowanie. Potem było formalne uniewinnienie, które na nic się zdało, mimo braku twardych dowodów, w świadomości ludzkiej, Wiera Gran na zawsze pozostała współpracowniczką Niemców, a to naznaczyło ją na zawsze. Porównywała swój los do losu Józefa K. Winna - niewinna. Mówiono o niej: żydowska Mata Hari, mówiono też znacznie gorzej.
Ta książka pokazuje jak niewiele trzeba, by zniszczyć człowieka, by zmienić jego los, by nie pozwolić mu odetchnąć pełną piersią. Jak bardzo nierealne staje się odzyskanie dobrego imienia, jak ciężko żyć w poczuciu krzywdy.
Więcej pytań niż odpowiedzi, więcej wątpliwości niż pewności, więcej niepokoju niż zrozumienia, i jeszcze ta niejednoznaczność w ocenie książki. Trudna, zawikłana jest próba oceny, czy ustosunkowania się do Wiery Gran. Dla mnie niemożliwa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







