poniedziałek, 20 lipca 2026

Tobias Wolff - Stara szkoła [recenzja]

 

Przekład: Krzysztof Umiński

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2026


Tobias Wolff lubi odwoływać się do twórczości innych Autorów. Wiersze, opowiadania, powieści, biografie - "Stara szkoła" pełna jest wskazówek, czasem łatwych, czasem trudniejszych do zlokalizowania w literaturze. Od Faulknera po Joyce'a, od Nabokova po Frosta. Najwięcej jest chyba jednak odniesień do Hemingway'a, który znajduje w tej opowieści spory kawałek dla siebie. 

Cała ta literacka menażeria mocno podbijana jest atmosferą i miejcem, które wybrał za tło powieści Wolff. Rzecz dzieje się bowiem w Ameryce lat 60. w męskiej szkole z internatem na wschodnim wybrzeżu. Uczniowie mniej lub bardziej świadomie przerzucają się snobizmami wynikającymi z ich pochodzenia, osiągnięć, znajomości, pozycji z grupie rówieśniczej. Rywalizują lub, pozornie, odcinają się od rywalizacji, potajemnie działają w bandach i nibygangach, palą papierosy, przechwalają się podbojami. Ważną częścią tych zawodów o widoczność jest konkurs literacki, którego bohaterem jest żyjąca sława, Autor_ka wielbiona przez publiczność (i aprobowana przez sponsorów szkoły). Nagrodą dla zwycięzcy konkursu jest zawsze spotkanie i rozmowa z bohaterem danej edycji. Gdy pewnego dnia pada informacja, że tymże będzie Ernest Hemingway szkolna młodzież popada w ekstazę. Co z tego wyniknie nie mogę zdradzić, choć to wątek, który wzmaga i w czytelniku rywalizacyjne zapędy - komuś bardziej dopingujemy, komuś mniej, czekamy na wynik tej rywalizacji w pewnym napięciu i oczekiwaniu.

Jednak konkurs to tylko fragment rzeczywistości, która kształtuje chłopców. Zgodnie z porządkiem świata uważają oni, że wiedzą lepiej, że odkrywają świat na nowo, że stare pokolenie nie ma pojęcia o życiu i przetraciło je na rzecz konformizmu ("bić czołem przed nakazami umiaru, pragmatyzmu i konwencjonalnej moralności, by zapaść się w rolę porządnego obywatela i konać w niej długo i powoli"). Rozliczanie poprzedniego pokolenia z przedsięwziętych decyzji i działań, "zbieraniu przez całe życie piątek w szkole posłuszeństwa" jest ujmujące w swej naiwności. Znakomicie radzi sobie Autor z taką estetyką i wczuciem się w rolę młodego-gniewnego, młodego, który postradał rozumy. Wszystkie.

Uczniowie odkrywają różne role jakie mogą dzierżyć w życiu, ale też w relacjach romantycznych (jeden z bohaterów odkrywa, że obojętność u kobiety może być "zaproszeniem do ringu". Mam przyjemność w odczytywaniu tych prawd objawionych, w sczytywaniu dorastania nastolaktów, tego jak poważnie traktują swoje odkrycia i przemyślenia, jak bardzo są z nimi związani. To empatyzowanie nie ma nic wspólnego z nostalgią czy naiwnością, raczej z serdecznością i wdzięcznością za to, że i ja mogłam tego doświadczyć.

Bardzo interesująca opowieść o tym, że każdy z nas musi przejść przez młodość/życie/doświadczenie na własnych zasadach, popełniając błędy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz