Przekład: Kaja Gucio
Wydawnictwo: Czarne
Wołowiec 2026
"Diabeł zaprowadził nas do złej kołyski" - mówi matka do adopcyjnej córki w chwilach złości.
Inny cytat: "Pisanie pozwala nam przekazać nie tylko opowieść, ale także milczenie. Słowa są tą częścią milczenia, którą można wypowiedzieć".
Albo wiele innych, które następują później i które można wrzucić do kajeciku ze złotymi myślami.
Winterson jest przenikliwa, bezpretensjonalna i bardzo otwarta. Czy to wspominając kary jakie dostawała od adopcyjnej matki, czy mówiąc o głodzie, twardych zasadach domowych, poczuciu odrzucenia i tym jak najbliższe środowisko reagowało na jej budzącą się seksualność.
Adoptowana dziewczyna, będącą rozczarowaniem dla prawnej opiekunki, która oczekiwała przyjaciółki i kumpelki, a zetknęła się z bardzo wrażliwą, pełną emocji dziewczyną. Poczucie wyobcowania, samotność, potrzeba uczuć, namiętności, akceptacji, tyle ważnych, podstawowych haseł przewija się przez kolejne strony wspomnień Autorki. Ileż dzieci cierpi na brak tych fundamentów.
Kilka razy przeszła mi przez myśl wstrząsająca powieść Douglasa Stuarta "Shuggie Bain", gdzie poza szerokością geograficzną i przemocą niewiele jest spójności, a jednak sama atmosfera opowieści, jej ciężar, narracja dziecięca powodują, że pojawia się poczucie, że coś te powieści łączy.
Cierpienie dziecka opowiadane przez dorosłą osobę ma w sobie, poza dystansem czasu i miejsca także wiele przemyśleń, czasem uzupełnionych o usprawiedliwienia czy wybaczenie. Przecież Pani Winterson ma całe zaplecze usprawiedliwień na jakie można się powołać gdy trzeba będzie usprawiedliwić jej okrucieństwo.
Ważna społecznie opowieść o odwadze, walce o siebie z, mimo wszystko, optymizmem. Wiemy z jakiego punktu opowiada Autorka, jaki sukces osiągnęła, cofając się w przeszłość widzimy jak wiele ją ta droga kosztowała.