niedziela, 19 lipca 2026

David Szalay - Ciało [recenzja]

 

Przekład: Dobromiła Jankowska

Wydawnictwo Pauza

Warszawa 2026


Bardzo mi z tą książką niewygodnie: powoduje bardzo ambiwalentne uczucia: od nierozumienia, niechęci w identyfikowaniu się z bohaterem, po ciągłą chęć podglądania i poznawania jego losów.

Czytam i czuję się jak na brzegu morza: każdy kolejny przypływ przynosi inną falę, inne ziarna piasku, fragmenty morskiej flory. I tak jest z tą opowieścią: koleje życia Istvana podawane w znośnych pigułkach, małych porcjach, czasem z suspensem, czasem z zaskaującym finałem, czasem z niezgodą na zastaną rzeczywistość. Raz mu współczuję, innym razem się go boję, za każdym jest monolitem, czy to tkwiącym wśród własnych demonów, czy jako odcięty od emocji zimny obserwator. Mało mówi, łatwo się dostosowuje, ma w sobie ciekawość do obserwacji własnych wyborów i przypadków jakie go spotykają. 

Kolejne fragmenty opowieści są jak odrębne całości, niby następują po sobie chronologicznie, ale nie są całością, są tylko wyrywkiem z życia. Jakiego? Pełnego niespodzianek, pozbawionego psychologicznej głębi (i dobrze!), wciągające sposobem podejścia do tematu. Dystans jakim posługuje się Autor jest zdumiewający: zaskakuje jego użycie w powieści, zaskakuje odpowiedź i odczuwanie tego dystansu u czytelnika. Jest niewygodnie, jest niecodziennie, to w jaki sposób Autor prowadzi nas przez kolejne strony też jest niesamowity.

Ten chłód, rezerwa, może nawet nieufność wobec odbiorcy jest odświeżający i zadziwiający. I bardzo dobrze pasuje do opowieści o chłopaku, który w swej samotności, osobności, życiu z traumą, trudach wyborów życiowych (czy też niemożności podjęcia innych) jest wycofany.

Czy to powieść o kryzysie męskości, czy dominuje narracja traumy? A może ma w sobie elementy powieści egzystencjalnej? Odwrócona powieść inicjacyjna? Każdy znak zapytania jest zasadny. Każda odpowiedź będzie dobra. Ta historia nie ma jednego odniesienia, nie da się zaklasyfikować w sposób oczywisty, choć na pierwszy rzut oka wydaje się to łatwe.

Istvan portretowany jest jako człowiek w kryzysie: człowieczeństwa, przynależności, poczucia wartości, ambicji, myślenia o przyszłości, ale też żyjący w nieświadomości, w wygodzie nieświadomości, w ciekawości i pokorze w konfrontowaniu z nadchodzącą niewiadomą. Osoby z którymi się styka, rzadko rozumie, rzadko, o ile w ogóle, nawiązuje partnerską, trwałą relację, są dlań narzędziem, a może nie narzędziem, a przechodniem mijanym po drodze życia. Nie wynika to bodaj z egoizmu, po prostu z tej pokory i przyjmowania codzienności z każdym jej kolorem. Relacje miłosne, romantyczne, miłość rodzicielską są ledwo zaznaczone, o tym, że mają znaczenie możemy się domyśląc z lekkich tylko grymasów czy wspomnień, nie ma tu miejsca na rozpamiętywania, rozciągania, przemyśliwania wte i nazad. Nie mówiąc o uczuciach można tyle powiedzieć o uczuciach. Ponadto poddawanie się losowi, znikome wręcz wpływanie na własne życie - to budzi niezgodę, ale i fascynację: że można, że się da, że prowadzi to tam gdzie i tak wszędzie będziemy. Taka gęstwina uczuć i namiętności, które nie są odczuwalne, a moje słowa w żaden sposób nie zbliżą się do sedna przeżyć o jakich może mówić czytelnik.

I dobrze! Niech czytelnik wpada w ten niezwykły przykład literackiej wyjątkowości. Niech wciąga i szarpie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz