Wołowiec 2025
Bardzo interesujący pomysł na reportaż, który już tytułem mocno zwraca uwagę czytelnika. Prowadzić to może do pewnego rodzaju rozczarowań, ponieważ tytuł jest tylko sygnałem, nie może zaś być traktowany jako obietnica.
Uległam temu czarowi, poczułam rozczarowanie, a później zawróciłam z drogi zniechęcenia i podążyłam za strumieniem myśli Autora. Bo tak naprawdę nie historia jest tu ważna - z perspektywy czytelniczki mającej za sobą finał opowieści, wiem, że to on jest istotny, a jeszcze ważniejsze są odczucia i emocje Autora, który przemierza współczesną Tanzanię i daje obraz tamtejszej rzeczywistości przefiltrowanej przez własne wyobrażenia.
Są tam zamieszczonefragmenty jego dzienników podróży, opowieści o wydarzeniach, jakie towarzyszyły poszczególnym wizytom na kontynencie afrykańskim, spotkaniom z tamtejszymi mieszkańcami i rezydentami, a także z surowością obserwuje skutki jakie przyniosła XIX wieczna kolonizacja tamtych ziem.
Najbardziej interesujące były dla mnie fragmenty o samym Poznaniu, szczególnie o Jeżycach, tamtejszych mieszkańcach, mapach rodzinnych przeprowadzek, koligacji, codzienności. O tym jak wyglądało ówczesne życie, relacje międzyludzkie, wybory życiowe. Jak Stanisław Bajon budował jeżycki kościół, zaś jego szwagier, Paul Fenster leczył ludzi i zdawał się być zwolennikiem teorii Ludwika Pasteur'a. Obaj wyjechali swego czasu do Niemieckiej Afryki Wschodniej, losy, choć w szczątkowej części, próbuje odtworzyć Autor.
Jest to zatem fabularna mżonka, reporterska ułuda, prozatorski kaprys, które roztaczają nad czytelnikiem bogactwo wyobraźni, szeroki zasób metafor i skojarzeń Autora, a także pokazują jego poglądy, zainteresowania, związki z rodziną i pasję do odkrywania (nie tylko familijnej) przeszłości.
Bardzo doceniam wszystkie te kroki, przy jednoczesnym braku inklinacji do formy. Czytam i nie ufam, czytam i nie znajduję zrozumienia, sympatii, nie umiem odnaleźć się w tej opowieści. Inaczej było w przypadku takich twórców jak Brandys, Smoleński czy Jagielski. To prawdziwie niezwykłe nazwiska w zestawieniu z historyjką Bajona, ale czytając cały czas szukałam czegoś co przywiąże mnie do tej opowieści, spowoduje, ze jej uwierzę, że będe dopingować, wspierać, rozumieć, ale nic takiego się nie wydarzyło. A zadziało się w przypadku wspomnianych wyżej twórców.
Przeczytałam. Doceniam horyzonty i pióro Autora. Nic więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz