piątek, 11 września 2015

Lynn Sheene - The last time I saw Paris [recenzja]

OMG! Co za grafomania! Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że przebrnęłam przez tę produkcję (nie dało się czytać w całości, w najbardziej niedorzecznych momentach po prostu przewracałam strony).
Już samo pojawienie się Claire, nowojorskiej nuworyszki w okupowanym Paryżu jest mało prawdopodobne. Potem jest tylko dziwniej. Niebywałe szczęście na każdym kroku: tu praca, tam mieszkanie, przyjaciele, miłość, pełne zaufanie konspiratorów i coraz trudniejsze zadania, za każdym razem tyle niebezpieczne, co mocno wyuzdane.
Egzaltacja wylewa się szerokim strumieniem z każdej strony, aż do obrzydzenia.
Postaci są z jednej strony ledwie zarysowane (postaci konspiratorów, Grey'a), z drugiej przerysowane (główna bohaterka). Czytam i wcale nie odnajduję się w świecie przedstawionym, wydaje mi się on tak wydumany i różny od tego, co faktycznie stanowiło o wojennej rzeczywistości, że aż wydaje mi się zbrodnią na historii.
Wybory Claire, jej zachowanie, to wszystko składa się na niestrawną całość, która długo odbija się paskudną czkawką. 
A już sam finał, a także jego następstwa kompletnie nie dają się wytłumaczyć z perspektywy psychologicznej, ni życiowej, ni racjonalnej.
Cóż za zbrodnia na literaturze!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza