Przekład: Anna Sak
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2026
O tak - tytuł jest bardzo trafiony: ta książka jest jak grom z jasnego nieba.
Zaczęłam ją czytać w trakcie prób do spektaklu, przy którym pracowałam. Po długich, wymagających godzinach pracy spotkanie z "Opowieścią o sztuce, życiu i nagłej śmierci" było szansą na wytchnienie.
Sposób prowadzenia narracji, temat, przemyślenia z nim związane, a przede wszystkim uważność i skupienie na detalach decydują o randze tej książki. Obcowanie z tą książką jest jak letni poranny spacer, jak bosa stopa na rosie, jak pierwszy dzień urlopu.
Opowieść o Carelu Fabritiusie jest i tajemnicza i niepozbawiona mitów i... powiązana z Polską. Przez długie lata jego nazwisko wiązano z prowincjonalnym stolarzem, którego zwyczajny los odmieniła praca dla Rembrandta. Jeden z obrazów Fabritiusa "Wskrzeszenie" wisiał w kościele św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży jako dzieło XVIII w. naśladowcy Rembrandta. Dopiero w 1935 roku po oczyszczeniu malowidła okazało się czyja to praca. Dziś obraz znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego.
Mało wiemy o jego życiu, jednak dzięki archiwom przekonujemy się, że był bardzo doświadczonym przez życie człowiekiem. Już jako 21-latek był wdowcem, który pochował też dwójkę dzieci. Na "Autoportrecie" z 1645 roku widać te doświadczenia i smutek. Jakże zmienia perspektywę patrzenia na malarstwo poznawanie jego historii z zaznaczeniem osobistych losów twórców. Gdy już mamy przy sobie codzienność Fabritiusa, jego miasto, drogę i mosty, który pokonywał codziennie w drodze do pracy, zyskujemy wówczas zupełnie inną, jakże interesującą perspektywę.
Każde pociągnięcie pędzla niesie pytanie o warunki w jakich je czynił, o jego nastrój, potrzeby, sytuację w jakiej był. Fascynująca jest ta możliwość zmiany miejsca, głębszego doświadczenia. Jakby ktoś pozbawił cię łusek na oczach, jakbyś nagle zaczął, zaczęła widzieć lepiej, mocniej, bardziej. Jest sztuką pokazanie i przekazanie takiego sposobu patrzenia na świat, odczytywania dzieł malarskich, doprowadzania do momentu poszukiwania kontekstu, historii.
Fabritius fascynujący - od biografii (krótkie życie, zakończone w wieki 32 lat, w wyniku eksplozji prochowni znajdującej się nieopodal pracowni artysty), po twórczość. Autorka nazywa go: "wieczeni milczącym outsiderem".
Autorka wkłada do swojej książki wspomnienia o innych niderlandzkich artystach tamtych czasów - fascynująca postać Hendricka Avercampa - głuchego i niemówiącego artysty, który na tysiącach rysunków notował to co widział, obserwował mowę ciała bliskich. Był płodnym artystą, który pozostawił po sobie wiele prac. Na jego obrazach jest dużo dowcipu, pełno anegdot. Na jednym z obrazów kobieta robi przepierkę w przeręblu, za chwilę wjadą w nią łyżwiarki. Niemal każde z postaci an tym obrazie obróceni do widza plecami.
Co ciekawe w XVII w. obywatele Republiki skupowali dzieła rodaków na niespotykaną skalę - nie tylko bogacze, marszandzi, ale też cieśle, piwowarzy, sukiennicy, był czas kiedy sprzedawano je nawet na targowiskach!
Patrzę na "Uliczkę" Johannesa Vermeera, Pietera de Hoocha "Dziewczynę z wiadrem na podwórzu", na mojego Fabrituisowego "Strażnika" i jeszcze na Pietera de Hoocha "Podwórze w domu w Delft" i bardzo chcę wrócić National Gallery w Londynie, i chcę odwiedzić muzeum w Hadze, w Amsterdamie. Być, zobaczyć na nowo. Bardzo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz