poniedziałek, 11 stycznia 2021

Muriel Spark - Uczta [recenzja]

Przekład: Anna Brzezińska

Niezależna Oficyna Wydawnicza

Warszawa 1994

 

Wydawało mi się, że książka ma potencjał. Jak zwykle nabrałam się na okładkowe zapewnienia o ciekawej konstrukcji, nienagannym stylu i finezyjnym dowcipie. Akurat. 

I, choć początek daje pewną nadzieję, każda kolejna stroną (gdzieś tak po 10 pierwszych) ją zabiera. Nuda, brak umiejętności utrzymania uwagi czytelnika, ponadto naciągana intryga (choć i to za duże słowo), konstrukcja zdradzająca ostateczne zakończenie, a także brak rysów charakterologicznych postaci kładą książkę.

Bohaterowie wypowiadają swoje kwestie i już. Nie ma tu mowy o ich motywacji, celach, usposobieniu. Papierowe postaci wykładają papierowe słowa. Ciężko znaleźć coś na obronę Autorki. 

W snobistycznym domu snobistycznego malarza Hurleya Reeda wydawana jest kolacja dla starannie dobranych znajomych (mają być inteligentni). Prowadzą rozmowy, przypatrując się sobie (ech, jakież to jest pole do popisu dla dobrego pisarza-obserwatora: tyle możliwości charakterologicznych, tyle niedomówień i okazji do intryg), po prostu się sobie przypatrują. W zamierzeniu ta kolacja miała obnażyć brudne sekrety jej uczestników, przerażające fakty, które miały zmienić wyobrażenie czytelnika o pozornie atrakcyjnych i posągowych bohaterach siedzących przy stole. Tak było w zamierzeniu. Faktycznie pozostaje żal za straconymi okazjami i brakami warsztatowymi Autorki. 

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza