sobota, 2 stycznia 2016

Jan Potocki - Rękopis znaleziony w Saragossie [recenzja]

Bardzo czekałam na tę książkę. Każde nowe wydanie, tłumaczenie, przypomnienie polskiemu czytelnikowi Rękopisu... jest mi radością. Wciąż nie mogę się nadziwić, że we Francji ta znakomita książka rozpowszechniana jest wśród starszej młodzieży, u nas zaś, mało kto pamięta o tym niezwykłym, wspaniałym dziele oświeceniowym.
Wiele zalet wyróżnia Rękopis... Język, szkatułkowa konstrukcja, bohaterowie, fabuła, liczne historyczne i kulturalne nawiązania oraz cała moc wyobraźni, jaką posłużył się autor przemawiają za wielkością powieści.
Rzadko używam tego słowa (bo przeważnie nie ma go do czego odnieść), ale kunsztowny, to najlepszy przymiotnik opisujący tę powieść. Wielowątkowość, ukryte znaczenia, dobrze skonstruowane, wyraziste postaci, a także pewne przekazy moralne są esencją Rękopisu. Autor (pomijając to jak barwną i niezwykłą był postacią) podzielił się z czytelnikami swoją fantazją i gestem, bo przecież akcja powieści dzieje się zarówno w Hiszpanii, Meksyku, a nawet a Afryce czy na Bliskim Wschodzie. Jak nikt inny umiał scalić elementy literatury grozy z wyuzdaniem i erotyką, a także fantastycznymi komponentami, które tworzą bardzo naturalny monolit. Każdy kolejny bohater snuje swoją opowieść, dodając kolejny fragment opowiadania do powieściowej całości. Rękopis można czytać jak zbiór opowiadań, niezauważalnie przekuty w powieść. Za każdym razem, gdy do niego wracam, czytam kilka opisy dwóch, trzech dni z poszczególnych dekameronów. Choć połączone bohaterami, historie te są tak osobne, że nie robi to przeszkód w przerywaniu lektury.
Rok 1739. Andaluzja. Młody, odważny kapitan gwardii wilońskiej, Alfons van Warden spędza noc w przydrożnym zajeździe nazwany Venta Quemada. Nie spodziewa się nawet jak ten wybór miejsca zmieni jego życie. Stanie się on nagle uczestnikiem wielu dziwnych, nierzeczywistych wydarzeń, wśród których nie zabraknie frywolnych dam, straceńczych wojaków, zjaw, mar, wisielców, pokutników, a także burzy uczuć, awantur i spisków. Jest też miejsce dla kabały i inkwizycji. Wszystko to podlane jest czasem ironicznym, czasem moralizatorskim głosem autora, który przemyca w treści swoje spostrzeżenia na temat świata i praw w nim rządzących. Wyraźnie sprzeciwia się on pojedynkom, ruga politykę inkwizycji, z ciekawością pochyla się nad kabałą.
Nie da się mówić o tej książce bez zachwytów. Jest wybornie napisana, soczysta fabularnie, mistrzowsko poprowadzona aż do końca, a także nadzwyczajnie interesująca przez wzgląd na historię i mieszanie się gatunków. Arcydzieło!

3 komentarze:

  1. Mam stare wydanie naszykowane do czytania i waham się od tygodnia czy sięgnąć też po nowe.

    OdpowiedzUsuń
  2. no i film Hasa, który też arcydziełem jest

    OdpowiedzUsuń