niedziela, 23 sierpnia 2015

Katharina Hagena - Smak pestek jabłek [recenzja]

Cóż za tragiczna nuda. Senność grozi już na pierwszej stronie, potem jest tylko gorzej.
Autorka neurotycznie, nudno i bez pomysłu snuje swoją historyjkę, najwyraźniej sama znudzona własnym konceptem.
Mamy oto Iris, kobietę, która przyjeżdża na pogrzeb babki i zostaje na otwarcie testamentu. Okazuje się, że zgodnie z wolą zmarłej dziedziczy ona stary dom rodzinny - a jakże! - pełen tajemnic.
Iris zaczyna myszkować w pokojach, odkrywa stare ubrania matki, ciotek, babci, które wciąż leżą w szafach, przypomina sobie rodzinne historie, ale także nawiązuje znajomości z tubylcami.
Dzięki temu poznaje kolejne sekrety swoich przodków, odświeża znajomości z czasów dzieciństwa, kiedy to wielokrotnie spędzała u dziadków wiele dni.
Nie odkryłam tu ani magii (wręcz śmieszne wydały mi się te nawiązania do porzeczek, które nigdy nie były czarne, zawsze zmieniały kolor na białe, czy też niedorzeczne opowiastki o krzesaniu iskier z rąk jednej z ciotek), ani zagadki nie wydały mi się specjalnie zagadkowe, a już na pewno nie ma ta książka żadnego tzw. klimatu.
Zmarnowane pieniądze, ot co.
Nie polecam, wręcz odradzam, i pytam samą siebie: co się dzieje z wydawcami w tym kraju? Gdzie ich poczucie smaku?

4 komentarze:

  1. Czułam, że tak będzie, dlatego od chwili gdy pojawiła się w zapowiedziach nastawiłam się na nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. A już myślałam, że to będzie wspaniała książka, bowiem lubię serię "Leniwa niedziela".

    OdpowiedzUsuń