wtorek, 4 czerwca 2024

Walter Kempowski - Wszystko na darmo [recenzja]

 

Przekład: Małgorzata Gralińska

Wydawnictwo ArtRage

Warszawa 2023


Na wstępie, jak zwykle w przypadku ArtRage'u kilka słów zachwytu nad wydaniem. Ta prostota, dobry smak, wyjątkowość okładki i fontów budzą moje wielkie uznanie. Brawo!

Wracając do powieści. Porwała mnie od pierwszych stron: niesamowita wręcz umiejętność tworzenia atmosfery, wprowadzanie osoby czytającej w nastrój schyłku, niepokoju, a zarazem biernego oczekiwania na nieznane i nieuchronne - cóż to jest za umiejętność! Od pierwszych stron odczuwa się zimę roku 1945 - chłód fizyczny i emocjonalny, pewnego rodzaju obojętność i nieprzychylność, strach, a jednocześnie rezygnację. Znakomite wprowadzenie, porażające wręcz autentycznością i obrazowością przeżyć.

Przenosimy się do Prus Wschodnich, do  Georgenhof, dworku rodziny von Globing. Pan domu, nazistowski oficer, od dawna przebywa na terenach okupowanych, ma szczęście - trafił do Włoch. Katharina, jego żona to piękna samotniczka. Najlepiej czuje się wśród książek w swoim buduarze. Jest też Peter - nastoletni syn, który chroniony przez matkę przed ideologią spędza cały czas w domu, tylko z okna obserwuje działania hitlerjugend. Jedyna osoba twardo stąpająca po ziemi to cioteczka - uciekinierka z terenów zagrożonych przejęciem przez Sowietów. 

Czas straszny, los niepewny, a przez odosobniony dwór przetacza się wciąż i wciąż wędrówka ludów. Co prawda pojedyncze osobniki, ale za to jakie! Nazistowska skrzypaczka oddana ślepo idei Fuhrera, towarzyszący jej jednoręki żołnierski pianista. Jest też fałszerz dokumentów, przybywa też Żyd, nadbałtycki baron. Każdy z nich pozbawiony dawnego życia, odarty z wrażliwości, z wyostrzonymi zmysłami, zezwierzęceniem. Każdy oczekujący wsparcia, pomocy, strawy, pocieszenia. 

Kempowski stawia przed czytającymi pytanie o karę, która rozlewa się na cały naród. Odwrócenie ról, oprawcy w rolach ofiar - odwrót wojsk, tułaczka, pozbawianie domów, ucieczki, obozy przejściowe, głód, zagrożenie życia, niepewność losu. 

Czy da się oszacować uwikłanie włodarzy miast, miasteczek, elity: zarówno mieszczan, jak i ziemian w budowanie potęgi nazizmu? A wszystko to w niespiesznym, bardzo przytłumionym tonie, który wbrew pozorom głośniejszy jest niż krzyk.

Znakomita literatura.

niedziela, 19 maja 2024

Tatiana Țîbuleac - Szklany ogród [recenzja]

 

Przekład: Kazimierz Jurczak

Wydawnictwo: Noir Sur Blanc, Książkowe Klimaty

Wrocław 2023


Gdy po raz pierwszy spotkałam się z twórczością Autorki ("Lato, gdy mama miała zielone oczy") byłam i zachwycona i urzeczona, zarówno językiem, emocjami i sugestywnością poruszanych zagadnień. Tamta książka nie dawała o sobie zapomnieć, długo jeszcze pozostawiała w pamięci powidok normandzkich plaż latem. Bardzo jestem wdzięczna za tamte chwile. Niezwykłe.

Stąd też brak wątpliwości w sięgnięciu po kolejną przetłumaczoną na polski książkę Tatiany Tibuleac. Mając w pamięci poprzednie doświadczenie czytelnicze obiecywałam sobie dużo. Oczekiwania to chyba najgorsze co może się przydarzyć w czytelniczej przygodzie - lokują nastrój i chęć do powtórzenia doznań. A figę! Nie tym razem. 

Choć przyciężkawy, dojmujący styl Autorki rozgaszcza się na kartach powieści i tym razem, nie ma jednak oczekiwanej ulotności, tajemnicy, niedopowiedzeń, które nadawały smak tamtej książce. A to odbiera smak opowieści. 

Nie, nie twierdzę, że ta powieść jest zła. Nie jest. Nie ma w sobie jednak tych przelotności i półsłówek, które dawały czytelnikom poczucie i wzniosłości i wrażenie brania udziału w intymnej, niezwykłej opowieści. 

Tutaj ciężar historii jako takiej (republiki radzieckie, schyłek ZSRR, pieriestrojka), niesie ze sobą ciężar ludzkich losów, pełnych znoju i braku możliwości. Bo bohaterek jest tu wiele: od wspomnianej historii radzieckiej, po najnowsze dzieje Rumunii, aż po opowieść Łastoczki, dziewczynki, która zostaje wykupiona z małego domu sierot. Trafia do Tamary Pawłownej, która daleka jest od altruistycznych kroków. Potrzebowała ona po prostu pomocy w ciężkiej fizycznej harówce, a cierpliwa i pracowita dziewczynka, polecana przez opiekunki miała być rozwiązaniem problemów.

Kobieta utrzymuje się ze zbierania i sprzedawania butelek. Jest surowa, zimna i nieprzyjemna. Dziewczynę traktuje przedmiotowo i zadaniowo. Z czasem Łastoczka zaczyna rozumieć swoją pozycję i rolę. Musi jednak nauczyć się walczyć i zaznaczać swoją obecność, myśleć o tożsamości i potrzebach. Czy jest jeszcze dzieckiem rumuńskim wykupionym z sierocińca, czy może już radziecką, posługującą się językiem rosyjskim kiszyniowianką? Jak przekonać opiekunkę do zezwolenia na naukę rodzimego języka? Jak poradzić sobie na podwórku pośród innych dzieci? 

Dylematy związane z tożsamością, obserwacjami życia, relacją z adopcyjną matką, jej znajomymi, a także troska o przyszłość widziana zarówno z perspektywy dziecka, jak i z przyszłości - gdyż czasem głos zabiera także dorosła Łastoczka są solą tej historii.


Włodzimierz Kalicki, Monika Kuhnke - Sztuka zagrabiona. Uprowadzenie Madonny [recenzja]

 

Wydawnictwo Agora

Warszawa 2014


Zaskakująco interesująca książka! Ni to reportaż, ni to abstrakt na temat poszczególnych dzieł. Formuła ma tutaj drugorzędne znaczenie, ponieważ sposób prowadzenia narracji i skondensowanie wiedzy, a także przetworzenie jej w zgrabną literacką pigułkę jest najmocniejszą stroną tego tomu.

Dziennikarz śledczy, zaangażowany - Włodzimierz Kalicki i historyczka sztuki, specjalizująca się w zaginionych dziełach - Monika Kuhnke połączyli siły, by napisać tę niezwykłą książkę, która poruszy zarówno człowieka zainteresowanego sztuką, jak i tego oddalonego od tematu, którego do lektury przywiedzie kryminalna, bądź co bądź, atmosfera i sytuacja historyczna omawianych dzieł.

Za każdym razem jest fragment o twórcy danego dzieła. Historia jego powstania. Losy jakich dzieła były udziałowcami przez kolejne stulecia, a także wojenne losy, ewentualna walka o jego odzyskanie. Te kulisy  zmagań dotyczących prób odbierania niemal za każdym razem są fascynujące! Czasem to dzieło przypadku, innym razem ślepy los, a już historia z enerdowskim serialem jest w mojej czołówce.

Niestety, nie zawsze ta walka kończy się sukcesem. Zawirowania prawne, potyczki dyplomatyczne, sposoby na znalezienie dróg, czasem bardzo krętych - ach, momentami czyta się jak suspensowe opowieści!

Sprawny, język, dokumentacja fotograficzna i pasjonująca historia są gwarantami czytelniczej przyjemności. Bardzo polecam.


niedziela, 12 maja 2024

Agnieszka Jelonek - West Farragut Avenue [recenzja]

 

Wydawnictwo Cyranka

Warszawa 2024


Cyranko! Piękna okładka! 

To tyle dobrych wieści. 

Z treścią gorzej.

Agnieszka Jelonek rozbłysła klaustrofobiczno-lękową opowieścią "Koniec świata, umyj okna", później zaś rozczarowała znużoną armią niewykorzystanych słów w "Trzeba być cicho", a teraz powraca na tarczy. Dlaczego? Ponieważ "West Farragut Avenue" to potwierdzenie spadającej formy pisarskiej Autorki. 

Miała być książka o pamięci, według Autorki przeobraziła się ona w love story, a według mnie podróż do uczuciowej przeszłości w marastycznym wydaniu.

Rozumiem zamysł i szanuję styl Autorki, zdaję sobie sprawę z wybranej przez Nią estetyki konwencji, jednak to co udało się za pierwszym razem, za trzeciem już nie smakuje. Dlaczego? Bo nie oferuje Ona nic nowego: zgrany repertuar apatycznych, melancholijnych wspomnień i dojmujących tęsknot za dawną miłością. Wszystko to utopione w sosie ze zwątpienia, smutku, beznadziei. Wszystkie te uczucia, rzecz jasna, towarzyszą żałobie, której udziałowczynią jest bohaterka opowieści. Jednak poza nimi nie ma nic innego. I pewnie dlatego czuję, że to ciąg dalszy poprzednich książek, kolejny ich rozdział, nie wnoszący nic nowego, twórczego, wartego uwagi i dyskusji. Zmieniają się postaci, ale to w zasadzie jedyna zmiana, która nie uatrakcyjnia stylu i opowieści. 

Ewolucja twórczości, a może nawet nie ona, a pewien rodzaj kroku naprzód, progresu są konieczne, by mówić o pisarstwie. Tutaj ich nie ma. Jest za to ciągłe drążenie skały w tym samym (co w poprzednich książkach) zakresie. Stąd wrażenie ciągłości, bierności, jednostajności. Nuda po prostu. Niewarta uwagi.

Treść: narratorka tej powieści powraca do USA po ponad 20 latach od pierwszych, studenckich wakacyjnych wypraw typu W&T, w których towarzyszył jej młodzieńczy ukochany - Drobny. Ich wspólne podróżowanie po Stanach, emocje, przygody, uczucia trawią umysł bohaterki nawet po latach. Powrót ma za zadanie usystematyzowanie wspomnień, pewnie też pogodzenie i zamknięcie trudnych, traumatycznych i bolesnych kart przeszłości.

sobota, 11 maja 2024

John Cheever - Wizja świata [recenzja]

 

Przekład: Krzysztof Majer

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2023


Uczta! Najbardziej dla miłośników groteski, bo pięknie nią Autor operuje! Jaka swoboda, jaki dystans, a jednocześnie umiejętne i wyważone korzystanie ze środków wyrazu - bez  przesady i ekwilibrystyki. Racjonalny i roztropny, a jednak z posmakiem drwiny. Smakowity literacki kąsek!

I ruszam od razu do moich ulubionych opowiadań: "Olbrzymie radio" - o tym jak prezent od męża (nowe, wyjątkowych gabarytów odbiornik radiowy) potrafi zmienić życie całej rodziny. Jim i Irene - przedstawiciele klasy średniej, mieszkańcy przedmieść, których satysfakcjonuje wyrabianie średniej ze statystyk uczelnianych biuletynów konsternują się nagle wiedzą jaką uzyskują z radia. Satyra na drobnomieszczaństwo i kołtunerię, pozory i fasadowość. Dosadna, lekka, a przy tym pozbawiona efekciarstwa opowieść o ułudnej codzienności z amerykańskich przedmieść.

Kolejna historia jest bardziej niepokojąca. To "Sezon rozwodowy" - rzecz o tym jak w spokojne małżeńskie życie wkracza ten trzeci: jest metodyczny, wytrwały, zaangażowany, a moim zdaniem i tragiczny, godny współczucia i groźny. O tym jak fascynacja i zadłużenie potrafią zmienić ludzi, pozbawiając ich trzeźwego oglądu, racjonalizmu i szacunku wobec innych.

"Żegnaj bracie" - mocna opowieść o relacjach rodzinnych, gdzie dorosłe rodzeństwo spotyka się z matką w ich letnim domu. Przyjazd najmłodszego dziecka, od zawsze bardzo osobnego i odstającego od reszty komplikuje zachowania, nastroje i relacje. Tu pojawia się wątek polski (a jakże - pod postacią kucharki i gospodyni zatrudnionej na sezon), a atmosfera gęstnieje i nabiera emocji z każdą kolejną kartką! 

"Ten o piątej czterdzieści osiem" to swoista przypowieść o ułudzie o obłudzie. Rzecz o tym, że każde wypowiedziane słowo, każdy zły uczynek będzie mieć kiedyś swoje konsekwencje. Znakomicie zarysowana postać kobieca, która swym cichym tragizmem osiąga wielką moc i siłę jest znakomitą składową tego kapitalanego, trzymającego w napięciu opowiadania.

W zasadzie mogę zachwycać się każdym kolejnym i wcześniejszym utworem zawartym w zbiorze. Każde jest wyjątkowe, odrębne, mocne, z dobrze zarysowanymi postaciami, które świetnie realizują swą rolę zarówno w warstwie psychologii postaci, jak i w dialogowej. 

Autor stworzył błyskotliwe, wyraziste, emanujące bogactwem formy i treści opowiadania, które wnikliwie  przedstawiają ludzką kondycję.

Dominika Buczek - Całe piękno świata [recenzja]


Wydawnictwo Literackie

Kraków 2022

Byłam bardzo ciekawa tej książki. Jeszcze przed lekturą wracałam pamięcią do historii przesiedleńczych opowiedzianych przez inne Autorki: Grzebałkowskiej, Szatrawski czy Kuszyk. 

Sam temat jest tak nośny, tak mocny i wciąż ważny w kategorii uświadamiania i przybliżania ludziom historii Ziem Odzyskanych i ich mieszkańców. Mimo wszystkich słów, które padną za chwil kilka i tak dobrze, że ta książka powstała. 

Ale do rzeczy. Autorka przedstawia historię małżeństwa, które chwilę po zakończeniu II wojny światowej postanawia przenieść się z Podhala na południowy zachód - w okolice Kłodzka. Obarczeni wojenny bagażem doświadczeń upatrują w przeprowadzce szans na zbudowanie życia od nowa. Dorka i Stach, bo o nich mowa są (przynajmniej tak się zdaje, bo warstwa dialogowa tej książki jest skromna) niedopasowanym, dziwnym małżeństwem - on przebojowy, przystojny, dusza towarzystwa, ona cicha, milcząca, ot, szara mysz. 

Dom, który otrzymują należy do Evy i Petera, małżeństwa z małymi dziećmi, ludzi, którzy nie mają zamiaru opuścić swojej wsi, gdzie rodzili się i umierali przez pokolenia ich bliscy. Tu mają groby, tu zbudowali dom, tu chcą pozostać. Nagle, postawieni w sytuacji dzielenia własnego dobytku z obcymi, do niedawna jeszcze podludźmi, muszą mierzyć się ze wspólną codziennością.

Wraz z lekturą poznajemy zwyczaje, historię i tajemnice kolejnych bohaterów. Niestety, ze względu na braki kompetencyjne, a może przez lukę w koncepcie, albo jeszcze co innego, wszystkie postaci powieści są takie same: identycznie milczą (jakby był to jedyny literacko wartościowy sposób na przeżywanie traum), nic nie mówią, obserwują, z rzadka rzucając słowo. Opowieść utkana z wielości wątków osobowych zatopiła potencjał tej książki. Dlaczego? Bo postaci są z metra cięte: choć mają autonomiczne, dość tendencyjne atrybuty (Stach - wygląd, Dorka - smutek, Eva -posągowość ubraną w gruby blond warkocz) to jednak nie ma nic więcej, nie ma w nich wyodrębnionych i wiarygodnych charakterów. Są jak papierowe postaci ubrane w cechy, które przyszły na myśl Autorce i które pewnie dobrze miały tu wyglądać. Nie ma pogłębienia charakterologicznego, nie ma pomysłu na pokazanie interakcji, intencji. Nie. 

Warstwa psychologiczna tej powieści nie istnieje. Obyczajowa też nie - chwilami zarysowywana przez 3-osobowego narratora, który czasem zakrada się do myśli kolejnych bohaterów, by wykładać je w niby zabawny sposób odniesieniami do literatury (choćby nieznośne nawiązania do tuwimowej "Lokomotywy", to miało być zabawne?). 

Zabrakło talentu i umiejętności. Opowieść wojenna bez pogłębienia postaci jest tylko kolażem wspomnień. Wydumanych.

piątek, 3 maja 2024

Mercè Rodoreda - Rozbite lustro [recenzja]

 

Przekład: Anna Sawicka

Wydawnictwo Marginesy

Warszawa 2024


Bardzo staranna, intrygująca, a jak się później (po lekturze) okaże, także bogata w symbolikę okładka. Prawdziwie przyciąga wzrok. Brawa dla Katarzyny Borkowskiej!

Książka wywołała u mnie niecodzienne uczucia: początkowo wciągała, by później odpychać, chwilę później znów przyciąganie, następny moment - zrażanie. I tak w kółko. Ta amplituda nastrojów znalazła swoje uzasadnienie dopiero w odautorskim posłowiu. Okazało się bowiem, że Autorka w trakcie pracy nad książką poczuła zagubienie. Utknęła w plątaninie postaci, w ich zależnościach, zmęczona przestała mieć kontakt ze stworzonymi przez siebie charakterami. To bardzo mocno czuć w trakcie lektury: początkowo dopracowane charakterologicznie, skrzętnie opisywane i traktowane blisko, z czasem uciekają, dowiadujemy się o nich ze strzępków informacji, nagle, bez powodu, przestają mieć wpływ na fabułę, są traktowane jako przykra konieczność. Nie wiedziałam skąd u mnie ta niechęć do lektury, ale skoro sama Autorka czuła wrogość do własnej historii, cóż dopiero ten kto mierzy się z lekturą!

Niezwykłe to doświadczenie, które tym widoczniejsze jest, że każda następna postać pojawiająca się w toku historii jest coraz to mniej do niej przystająca: odbiega od początkowego nastroju, sposobu prowadzenia narracji i dialogów, postaci pojawiają się jak statyści w sztuce - konieczni (lub nie) do wytłumaczenia czy zaproponowania pojawiających się rozwiązań, co w efekcie tworzy niedostępną, nudą i stopniowo upadającą historię, która początkowo miała potencjał. Dlaczego? Ponieważ mówiła o miłości, awansie społecznym, intrygach, poszukiwaniu szczęścia - zwykłym życiu, które aspiruje i ubrane w kostium historyczny, a także wspomnianą wcześniej nobilitację do klasy średniej, stawać się mogła wciągającą rodzinną sagą. Na pewno nie na miarę Marqueza (bo Manna Buddenbrooków, aż niestosownie stawiać w skojarzeniu z tym wytworem), ale orbitującego w kolumbijskich skojarzeniach. 

Dobre było katalońskie skojarzenie i zagnieżdżenie powieści, dobra (przynajmniej na początku) postać Teresy, ale to za mało, początek nie jest wystarczający do utrzymania uwagi. To ledwie zawiązanie akcji, która w każdej kolejnej części traci na mocy i znaczeniu.

Cała ta historia opowiada o kilku pokoleniach bogatych katalońskich mieszczan, traktowanych jak szlachta, a także o pojedynczych osobach reprezentujących ich służbę. O córce sprzedawczyni ryb, która wiąże się z dyplomatą, zyskuje i towarzysko i finansowo, a także o jej potomkach, kochankach i bliskich. 

Miał ten zalążek historii pretensje do bycia historią, zostały pretensje.