poniedziałek, 15 czerwca 2026

Patryk Zalaszewski - Luneta z rybiej głowy [recenzja]

 

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2024


"(...) dziadek był brakiem. Brakowało w nim miłości, ciepła, radości (...) a najbardziej brakowało jego, tak po prostu".  I ta opowieść o dziadku pełnym pustki i ciszy i samotności jest mocna i iluminacyjna - pokazuje wszystko takim jakim jest: z całą boleścią, odchodzeniem, prawdą. Duża sztuka, a "cisza lepka i gęsta".

Później przychodzi rozdział o braciach Podporowych. Szumi morzem, przejmuje wiatrem, jest nieprzychylny jak sztormowa plaża. Jest opowieść o wuju Zenku, który wychodzi do życia na chwilę, a potem wraca do swojego pokoju i zamyka się w nim na czas nieokreślony, wynurzając się co jakiś czas, by opowiadać o swych przygodach zmyślonych bądź nie. Tylko chłopcu-narratorowi mówi o tym z czym jest i tylko jemu odsłania duszę.

A później wydarza się coś nieokreślonego, co wyłącza uwagę, powoduje, że zanika miarowość, lotność, pojawia się wtórność, która nie jest zarzutem jako takim, ale w tym konkretnym przypadku powoduje, że cały świat przedstawiony rozciąga się i ciągnie niemożebnie tracąc koncentrację czytelnika. 

Opowieść o lękach, samotnościach i śnieniu. Tęsknocie i marzeniu. Trochę zanurzona w morskiej, bałtyckiej pianie, trochę w onirycznym letargu, a trochę w niebycie. 

Z uwagą będę śledzić kolejne próby literackie Autora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz