niedziela, 22 lutego 2026

Katarzyna Rzehak - Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne [recenzja

 

Wydawnictwo Marginesy

Warszawa 2026


Jakże pięknie wydana jest ta książka: staranność, dbałość o każdy element: od struktury papieru, okładki po font i rozmieszczenie fotografii i jeszcze te znakomite (fotograficzne właśnie) przykłady polskiej sztuki użytkowej! Bardzo przyjemne doznanie estetyczne.

Sama opowieść jest zaś mocno fragmentaryczna, skupiona na, jak rozumiem, najbardziej jaskrawych i interesujących szczegółach, jak otrzymanie kwiatów imieninowych od Iwaszkiewicza czy wpis Tuwima do sztambucha. O losach podczas drugiej wojny jest tylko kilka informacji, jak ten o rejsie statkiem do Kazimierza Dolnego nad Wisłą, później zaś wspomnienie powstańczej fabryczki świec i niewiele więcej.

Wybiórcze, selektywne, losy Telakowskiej budzą głód czytelniczy, zaś fabularyzowanie rozdziałów (tu była zła, tam niechętnie jechała na spotkanie, tu rozmyślała nad ubiorem) są dość nieznośne dla czytelnika. Rozumiem potrzebę tworzenia krótkich bardzo rozdziałów - 2-3 strony to w zasadzie rodzący się standard w czasach "second screen", ale, jednak szkoda.

Autorka, historyczka sztuki, zdobywa moje serce podjęciem się zadania przekazania nam, czytelnikom postaci Telakowskiej, jednak brak jej literackiego zacięcia, talentu pisarskiego, tworzone przez nią rozdziały są jak wprawki literackie - tam zanęci ciekawostką, tutaj znów fragmentem listu. Nie uważam, by była to udana próba konstrukcji postaci, która oddaje jej charakter, motywacje. Potrzebny jest balans między faktami, a pasjonującą opowieścią. Tutaj zbyt mało tego pierwszego, parę prób fabularyzacji.


piątek, 20 lutego 2026

Agata Christie - Zbrodnia na festynie [recenzja]

 

Przekład: Andrzej Milcarz

Wydawnictwo Dolnośląskie

Wrocław 2015


A na zimę potrzebny mi był Herkules Poirot - belgijski oryginał zaskakujący swą intensywnością cały brytyjski, obwarowany etykietą i podlany herbatą światek arystokracji i wyższych sfer średnich, jeśli można o takich mówić w kontekście tej właśnie powieści. 

Wąs ułożony w ostry szpic, przyciasne skórzane buty, wymuszające na Poirocie ciągłe przystanki i przysiadanie na krzesłach, a do tego nienaganna prezencja i wysublimowane maniery. W standardzie.

Powojenny czas. Majątek Nasse House w Nassecombe trafia w ręce bardzo bogatego, acz uważanego za bardzo prostolinijnego sir George'a Stubbsa. Urządza on w swej posiadłości festyn, którego główną atrakcją ma być gra towarzyska będącą inscenizacją morderstwa i śledztwa.

O fabułę tej gry ma zadbać sama pani Ariadna Oliver, autorka poczytnych powieści kryminalnych. Sęk w tym, że zaczyna ona podejrzewać, że celem gry jest ukrycie prawdziwego morderstwa. Zaprasza więc do posiadłości Poirota, by uspokoić własne nerwy i zapobiec prawdziwej zbrodni. 

Detektyw przyjeżdża na miejsce i poznaje, zgodnie ze schematem stworzonym przez Autorkę, całą galerię postaci, z których każda na sekrety i utajone motywy. Czas wolno płynie, zabawa jest przygotowywana, herbatka się leje, rozmowy ostrożnie i z uwagą toczą w atmosferze konwenansu i podniosłości, a prawdziwa ludzka natura skrycie i zapałem realizuje morderczy scenariusz. 

Jest trup, jest wielu podejrzanych, jest interpretacja i proce myślowy, jest wolna i systematyczna praca nad procesem zbrodni i jej stymulantami.

Bardzo klasycznie, bardzo przyjemnie i relaksująco (w odniesieniu do odczuć czytelniczych).



niedziela, 15 lutego 2026

Ana Maria Matute - Pierwsze wspomnienie [recenzja]

Przekład: Ewa Zaleska

Wydawnictwo Cyranka

Warszawa 2026

Hiszpańska wojna domowa. Dojrzewanie w cieniu konfliktu zbrojnego.

14-letnia Matia, buńczuczna jedynaczka i jej o rok starszy kuzyn Borja, chłopak o mocnej osobowości, pełen brawury, dumy, o twardym sercu, kryjący się za swoją samotnością i okrucieństwem. Oboje spędzają ten trudny czas w domu babki, wpatrującej się w morze przez teatralną lornetkę. Wyczekuje ona końca wojny, powrotu bliskich. Odcina się od świata, uciekając w przestrzeń saloniku i jego bezpieczne ramy, które zakłócają gazety codzienne pełne koszmarnych zdjęć z wojny.

Matka Matii nie żyje, ojciec walczy, walczy też ojciec Borji. Stoją oni po przeciwnych stronach barykady, co mocno akcentuje Autorka w słowach: "Twój ojciec jest wstrętnym czerwonym, który w tej chwili może strzela do mojego ojca". Bratobójcze walki, sąsiedzi, którzy darzą się szczególną nienawiścią, samosądy na tzw. placu żydowskim, gdzie "za bezczelność" kobietom goli się głowy. Tragiczne sploty historii. Wojna jest w ludziach, w ich relacjach, ich reakcjach, ich oddechach. Zadawnione spory i waśnie przybierają nowe oblicze - walka o dominację sąsiedzką, hierarchizacja stosunków, relacji międzyludzkich, pogłębiające się podziały (także rodzinne) dla których idealnym paliwem jest wojna domowa.

Jak poradzić sobie z koszmarem tej wojny, z nienawiścią jaką zrodziła i dodatkowo pogodzić to z dorastaniem bohaterów? Co ma wpływ na ich dojrzewanie? Konkluzja jest przykra i bolesna: to przez przemoc i okrucieństwo stajemy się dorośli. Bohaterowie tej książki co chwilę doświadczają nowych wyzwań i trudności. Sama Autorka pyta: "Czy to prawda, że będąc dziećmi, przeżyliśmy już całe życie, łyknęliśmy je jednym haustem, by potem powtarzać się głupio, ślepo i bez żadnego sensu?". Mrok i smutek, niepewność i brak zgody, oto w jakich warunkach egzystują bohaterowie.

Pewnym pocieszeniem dla czytelników jest język tej powieści: pełen sensualności, jak opis dłoni babki, zmysłowości, jak w opisach przyrody (skały, morze, niebo, flora Majorki, jesienny letarg odczuwalny przez kartki książki). 

Mimo to, bardzo trudno było wejść w tę historię, zaufać jej, znaleźć w niej miejsce dla siebie. Doceniam talent i kunszt pisarski Autorki, ale nie udało mi się w pełni zaangażować w tę fabułę.