czwartek, 28 maja 2026

Wit Szostak - Suche strugi [recenzja]

 

Wydawnictwo: Powergraph

Warszawa 2026


Nie mogłam zasnąć. Skończyłam czytać "Suche strugi", które tak mocno mnie poruszyły, że długo jeszcze nie byłam w stanie zmrużyć oka. Pod powiekami przesuwały się kolejne postaci i wątki i finał, którego nie zdradzę i wszystkie te sytuacje z powieści, które dzięki niemu nabrały zupełnie nowego znaczenia i wymiaru.

Bardzo cenię literaturę, która porusza, daje do myślenia, czasem jest niewygodna, czasem powoduje czytelniczą udrękę, czasem jest zagadką, a czasem usypia czujność, by w najmniej spodziewanym momencie rozbić w puch całą złudną pewność jakiej nabrał czytelnik w swej naiwności (a może pewności siebie).

"Mam tylko na policzkach suche strugi, bruzdy po łzach, których zabrakło już dawno temu" - cytat ten, będący najbardziej literalnym odniesieniem do tytułu tłumaczy wiele. Opowiadając o życiu pełnym goryczy, trudu, okupionym cierpieniami, które przyszły wraz z historią światową i jej okrucieństwami. Wraz z bohaterami trafiamy na krakowskiej Podgórze, dzielnicę, która w czasie II wojny była przeznaczona na getto. Jednak w czasie, w którym my poznajemy całą topografię ludzi i ich uczuć jest 1980 rok. Stara kobieta każdego dnia przychodzi patrzeć na ruiny swojego starego domu, z którego zostało kilka ścian, odpadające tynki, łuszcząca się farba, odrapane sufity. Siedząc na stercie desek, będąc mijaną przez kolejnych przechodniów zaczyna snuć opowieść o mieszkańcach podgórzańskiej kamienicy, ich codziennościach. Wspomina lutnika mieszkajacego na strychu, tajemniczą redaktorkę, która co chwilę znika za Wisłą. Felicję i jej współlokatorkę, mówi też o swojej rodzinie: mężu lekarzu, córce skrzypaczce, siebie, nazywając "Nieistotną".

Konfrontacja z pamięcią, jej odgruzowywanie, czasem niechętne, czasem z ukrytym przesłaniem, czasem celowym przemilczeniem są rodzajem gry, w której czytelnik musi zmierzyć się z meandrami wspomnień i zadecydować, którym zaufać. Bo czytelnik w całej powieści ma wielkie zadanie - nie dać uśpić czujności, nie poddać się spokojnemu, niespiesznemu procesowi opowiadania. Musi uważać na drobne szczegóły, małe znaki, które kryją prawdę. To rodzaj wyzwania, ale i próby - na ile zaufa Autorowi, na ile poradzi sobie ze narzuconym przezeń stylem? 

Codzienność bohaterów rozpisana na różne lata, w różnych latach miała inne natężenie i uważność: zupełnie inaczej wyglądało życie mieszkańców w latach 50., jeszcze inaczej w 80., również końcówka wieku XX miała inne tempo i charakterystykę. Towarzysząc opowieści o ludziach i historii, o małych sprawach, powszedniości życia poznajemy niuanse, ale też, z rosnącą świadomością wiemy czemu podejmowali kolejne wybory i jak toczyły się ich losy. Jest tu bardzo skondensowana i, siłą rzeczy, uproszczony obraz wycinka polskiej historii, ubrany w najbardziej charakterystyczne jej momenty i potoczne myślenie o niej. Brzmi zagadkowo? Nie. 

Chcąc pisać o narratorce tej powieści trzeba zadać sobie pytanie. Jedno. Jak wygląda rzeczywistość kobiety, która poświęca swoją zawodową ścieżkę, by być w oddaniu dla spraw męża i córki? Jak intrygująca może być jej opowieść. Wymaga to uważności i pełnego oddania słuchacza, ale, dzięki językowi i narracji Szostaka wiemy, że największa akcenty trzeba kłaść na słowa i zdania, które nigdy nie padły. Helena, bo tak ma na imię, żyje w tajemnicy, mówiąc nam o sobie tyle tylko ile chce nam powiedzieć, określa się jedynie poprzez swoich bliskich, jakby sama była niewystarczająca. Jest tajemnicza i co chwilę oddala od siebie uwagę, przekierowując nasze, czytelnicze oczy na kolejnych sąsiadów i ich życiorysy. Odwraca uwagę, ale im bardziej to robi, tym bardziej chcę ją poznać, dowiedzieć się co przed nami ukrywa. I czy ukrywa? Bo może tylko manipuluje moją uwagą?

Szostak ma wielką wyobraźnię. Ma solidne podstawy do opowiadania historii i mocowania ich w kontekstach, formach, sytuacjach. Językowo jest znakomity, potrafiąc żonglować konwencjami, umiarem i nadmiarem, stereotypami, manierami, standardami. Ma wszystko, by być wspaniałym pisarzem, którym przecież jest. 

Dziękuję za te wzruszenia i poruszenia. Będę czekać na kolejną Pana książkę.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz