czwartek, 26 stycznia 2017

Danny Wattin - Skarb pana Isakowitza [recenzja]

Przekład: Ewelina Kmieciak
Wydawnictwo WAB
Warszawa 2015

Miało być lekko i z polotem, wyszło miałko i nieszczególnie. Oto przedstawia nam autor powieść drogi - przez Szwecję do Polski, a także podróż sentymentalną i  tę do przeszłości (liczne retrospektywy ukazujące historię rodziny Isakowitzów).
Dziadek, ojciec i syn jadą do Grudziądza (niegdysiejszy Marienwerder), gdzie przed wojną mieszkał i pracował pradziadek. Panowie myślą, że pozostawił po sobie skarb, zakopany na terenie swych dawnych włości. Poszukiwania są jedynie pretekstem do odbycia wyprawy, a tym samym zbliżenia się trzech pokoleń rodziny Isakowitzów/Wattinów.
Każdy z panów reprezentuje innym typ osobowości, światopoglądu. Dziadek to rozbisurmaniony smakosz, który wszędzie szuka okazji do zjedzenia czegoś smacznego. Wszędzie tropi spiski i dowody na prześladowania Żydów, jest zaciekłym polonofobem. Syn to przedstawiciel współczesnego, nowoczesnego, pozbawionego -izmów lekkiego ducha, który podróżuje, daje wolność i chwyta życie garściami, nie mając wobec niego wielkich oczekiwań. Jest jeszcze najmłodszy uczestnik wyprawy, Leo, który jako inicjator wycieczki jest najmniej wyeksponowanym bohaterem, ot, chłopak, towarzyszący dorosłym w podróży.
Atmosfera w samochodzie gęstnieje z godziny na godzinę (dziadek sypie dobrymi radami, podjada słodycze, prawi morały, ale też dzieli się informacjami i rodzinie). Od razu wiadomo, że panowie nie przebywają ze sobą na co dzień i trudno im odnaleźć się w sytuacji permanentnego bycia razem.
I choć ich motywacje są różne - jeden chce przygody, drugi dobrego materiału na książkę, a trzeci prawdy o rodzinie, to tak naprawdę, wszyscy otrzymują to samo: bliskość, poczucie wspólnoty, siłę.
Skoro o sile mowa, warto zauważyć, że mocną, nie - najmocniejszą stroną książki są rodzinne wspominki. Rodzinne korzenie bardzo mocno tkwią w głowach starszych uczestników wyprawy. To, czego dowiadujemy się o przeszłości czasami mrozi krew w żyłach - represje, odrzucenie w gorączkowym przedwojenny czasie, późniejszy exodus lat czterdziestych XX wieku, aż w końcu próba odbudowania rodziny w Szwecji. Pokolenia ludzi, którzy musieli wiele przezwyciężyć, by móc godnie, spokojnie żyć, czasem za cenę własnej tożsamości, o czym nie autor nie wstydzi się wspomnieć.
I kiedy wreszcie uświadomisz sobie czytelniku, że skarbem po który jechali Wattinowie jest rodzinna historia, docenisz wszelkie składowe tej książki, nawet jeśli, tak jak mnie, wyda się tobie, że jest przewidywalnie, czasem oparte na zgranych tekstach, to przecież w rodzinie siła, więc jeśli ktoś próbuje w lekki sposób pokazać rodzinne trudne tematy, dajmy mu szansę.

1 komentarz:

  1. Kiedyś szukałam tej książki. Dobrze, że mi przypomniałaś.

    OdpowiedzUsuń