niedziela, 28 kwietnia 2013

Jonathan Kellerman – Obsesja [recenzja]


Ceniony, wiodący spokojne życie psycholog dziecięcy, dr Aleks Delaware spotyka swoją byłą pacjentkę. Dorosła dziś Tanya ma do niego bardzo nietypową prośbę. Pragnie by pomógł jej poznać prawdę o kobiecie, która ją wychowała i była dla niej matką. Na łożu śmieci wyznała dziewczynie coś, co mocno niepokoi i ciekawi Tanyę. Czy matka w przeszłości popełniła przestępstwo, z którego chciała się wyspowiadać jedynaczce? Jaką tajemnicę skrywała przez całe życie? W rozwiązanie tej zagadki angażuje się zarówno doktor, jak i jego przyjaciel detektyw Milo. Do jakich rozwiązań dojdą dowie się ten, komu uda się przebrnąć przez książkę.
Początek zapowiadał się zachęcająco, trzymał tempo, dawał nadzieję na sprawne i soczyste poprowadzenie narracji. Z każdą kolejną stroną jest nudniej i nudniej. Wątki się rozciągają niemiłosiernie, momentami zanika charakter powieści, tak, że nie wiadomo po jaki gatunek sięgnęliśmy, ciężko dotrwać do finału.
Sam punkt kulminacyjny również rozczarowuje. Może nie przez sam pomysł, raczej poprzez kulejące tempo i senną atmosferę całości. Miało być tak ładnie, okładkowa zachęta też sprzyjała dobremu nastawieniu, ale na dobrych zamiarach się skończyło. Ja czuję rozczarowanie, mam przed sobą zmarnowany (dobry) pomysł i w efekcie nie bardzo rozumiem popularność serii z doktorem Delawarem w roli głównej.

1 komentarz:

  1. No cóż mi się też w niektórych książkach zdarzyło, że dana pozycja podobała mi się do połowy, a potem już nie. A po "Obsesję" raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń