niedziela, 14 czerwca 2026

Sylwia Trojanowska - Król tanga [recenzja]

 

Wydawnictwo: Marginesy

Warszawa 2026


Tadeusz Miller zaraz po wojnie wyruszył ze swoją żoną, Luną na Ziemie Odzyskane. On był fotografem, ona weterynarką. Szukali swego miejsca w Szczecinie. Rok 1946 był trudnym czasem, który wciąż pozostawiał ludzi w zawieszeniu między wojną a pokojem: bandyckie bandy okradające i siejące grozę wśród przyjezdnych, zajmowanie mieszkań i domów po Niemcach, rabunki i gwałty mające miejsce w odleglejszych dzielnicach, nieufność napływających, spryt i walka o własny kąt w tym obcym przecież mieście.

Fabularyzowana biografia zapomnianego piosenkarza, który wyśpiewał takie utwory jak: "Zielony kapelusik", "Noc w Zakopanem", "Idziemy razem Nowym Światem" czy "Bo jedno serce". Pracował w Polskim Radio Szczecin, w ciągu roku nagrał aż 63 utwory!

Książka ta, zawiera listy, opisy koncertów, które są, jak wspomina sama Autorka, wytworem jej wyobraźni "choć możliwie jak najbardziej uprawdopodobnionym", cokolwiek to znaczy.

Czytam te dialogi, uprawdopodobnione dialogi, widzę fabułę zarysowaną wokół życia Millera i historii powojennego Szczecina i nie potrafię się wgryźć w tę historię. Nie chwyta mnie ta fikcyjna część, będącą wytworem wyobraźni Trojanowskiej. Mały fragment jego życia, z tragicznym finałem jest solą tej opowieści. Na końcu pojawia się biografia z fotografiami rodzinnymi. 

Dobrze, że pojawiła się ta opowieść, wspominająca Artystę i Szczecin lat 40. Jednak jej styl jest nieznośny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz