piątek, 8 maja 2026

Agatha Christie - Morderstwo odbędzie się..." [recenzja]

 

Przekład: Tadeusz Jan Dehnel

Wydawnictwo: Czytelnik

Warszawa 1974


29 października 1945 roku w lokalnym piśmie osady Chipping Cleghorn, pojawiło się ogłoszenie informujące, że morderstwo odbędzie się w posiadłości panny Blacklock. 

Zaniepokojeni sąsiedzi i mieszkańcy okolicy przybywają na miejsce w wyznaczonym dniu i godzinie, by przekonać się czy anons był kiepskim żartem, czy może prawdopodobną egzekucją?

Gdy pada strzał rozpoczyna się giełda pomysłów i sąsiedzki magiel - cała okolica żyje morderstwem i motywami jakimi kierował się przy wyborze ofiary morderca. W całej tej skomplikowanej pozornie sprawie ma swoje miejsce "czterogwiazdkowa stara panna", czyli Jane Marple, która odkrywa wątki, które dla niektórych mogą być bardzo niewygodne.

Poza intrygą, a raczej pomimo intrygi, dla mnie najbardziej interesujące są fragmenty dotyczące powojenne codzienności w Wielkiej Brytanii: czasów reglamentacji produktów (tu dużo było o chłodzie i węglu), rozwoju czarnego rynku, ale także, co znamienne w tym przypadku - napływu wojennych uciekinierów i imigrantów politycznych. Najmocniej i najbardziej porażająca była dla mnie historia Mitzi - służącej pani Blaclock, która przybyła z kontynentu. Bardzo bała się śmierci, w czasie wojny cudem uniknęła jej w Europie, zginęła wówczas cała jej rodzina: matka, brat, siostrzenica, siostra. Lękowa i wycofana Mitzi mierzy się z demonami, ale też próbuje żyć dalej. Jej postać, choć epizodyczna, pozostaje na długo w mojej pamięci, przyporządkowującej tej właśnie bohaterce wiele twarzy tych, którzy przetrwali wojenne piekło.

Jest także Rudi Scherz, szwajcarski recepcjonista z hotelu Royal w Medenham Wells, tajemnicza postać, która ma wiele do ukrycia, od motywu emigracji po działania na Wyspach. 

Właśnie ten powojenny krajobraz obyczajowy jest najmocniejszą i najciekawszą stroną powieści. Wplątany w kryminalną intrygę jest częścią interesującej całości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz