niedziela, 16 sierpnia 2026

Wolfgang Hilbig - Pić się chce. Opowiadania [recenzja]

Przekład: Ryszard Wojnakowski

Wydawnictwo Ossolineum

Wrocław 2025


Hilbig jak nikt pisze o samotności, o mierzeniu się z traumą historii, pochodzenia, losów zwykłych ludzi, którym przyszło żyć w kraju z niechlubną przeszłością.

Autor układa swoje historie w przestrzeniach, które same w sobie są odpychające, nieprzytulne, nieludzkie. To tereny fabryk, ruiny zakładów, tereny przemysłowe, ponure, zimne, brudne, opuszczone, tajemnicze. Pośród tych trudnych przestrzeni dzieje się słowo: równie nieprzeniknione, gęste, naznaczone niedomówieniem, ciszą, pauzą. Zdania wolne, długie, namyślone, zatrzymane w czasie. Nastrój niepokoju, niepewności przywodzi na myśl prozę Kafki, często też wracały do mnie porównania z prozą Schulza, a to przez odczuwalną wręcz gęstość powietrza, opisy odczuć, zapachów, faktur i tekstur nastrojów i przestrzeni. Czasem odnajdywałam w jego opowiadaniach mroczny, hipnotyzujący i melancholijny nastrój poezji Poe, gdzie utracony (a może nigdy niedoznany) spokój, dojmujące, choć wolno sączące się cierpienie identyfikują bohatera.

Autor nie opowiada skończonych historii, dokonuje prób przetransponowania doświadczeń na słowa, badając język, pamięć, jej kontury i kształt. Bohaterowie nie są do końca określeni, ich tożsamość jest ledwie zarysowana, szczątkowa. Mamy tylko jej fragment, to w jakim miejscu opowiadania ich spotkaliśmy, bez rysu charakterologicznego. Jakbyśmy obserwowali pasażerów w komunikacji, mamy ich tylko przez czas podróży, nie wiemy o nich nic więcej. 

Hilbig potrafi wprowadzić czytelnika w stan niepokoju, czuwania i napięcia. Zarówno gdy opisuje sytuację miasta, które zamyka się popołudniami, bo wówczas fabryka wytwarzająca komponenty do produkcji środków piorących rozpoczyna produkcję, jak i wtedy gdy podróżny próbujący sforsować drzwi gospody walczy ze strachem jaki budzi w nim i miasto i jego mieszkańcy. Równie mocno odbija się na emocjach czytelnika krótka historia o końcu nocy, która jest ostatnią spokojną, po niej zaś strach i spustoszenie, może nawet śmierć?

Jest też historia o alter ego pisarza, który pracował jako palacz w kotłowni (w opowiadaniu palacz w piekarni). W opowiadaniu staje się właścicielem subterrani, władczej, przerażającej rośliny, która zabierała i oddawała moc i siłę pisarza. W treści tego budzącego grozę utworu pojawia się wiele odniesień do faszyzmu, II wojny światowej, niewyobrażalnie trudnych wyborów, jakie ludzie musieli dokonywać w tamtych czasach. Metaforyczne ujęcie tematu jeszcze mocniej go otwiera przed czytelnikiem, powoduje, że jest bardziej dojmujące, o wyrazistszych barwach.

Niesamowita jest poetyka Hilbiga, jego wrażliwość, wyobraźnia, moc twórczej gorączki. Ten zbiór to przygoda, to magia, a przede wszystkim przepastne horyzonty przebogatej wyobraźni Autora. Polecam.

sobota, 15 sierpnia 2026

Angelika Kuźniak - Skłodowska-Curie. Rebeliantka [recenzja]

 

Wydawnictwo Literackie

Kraków 2026


Kuźniak umie w biografie! Ale jak! Zachwycająco!

Przeczytałam każdą jaką napisała, czekam na kolejne. Uwielbiam tę o Stryjeńskiej, o Papuszy, o Boznańskiej. A teraz, dzięki Kuźniak, pokochałam Skłodowską. Nie da się bez emfazy, nie da się - biografia Noblistki pióra Kuźniak jest intrygująca, soczysta, pełna faktów, bez fabularyzowania, za to z siłą materiałów źródłowych, które logicznie ułożone w biograficzną całość dają portret prawdziwej rebeliantki, tytanki pracy, kobiety, którą pchał głód wiedzy i przyzwoitości. 

Rewolucjonistka, która z pewnością i siłą przekraczała nieprzekraczalne wówczas granice: obyczajowe, polityczne, dyplomatyczne, naukowe. Co za umysł, co za człowiek! Ponadto: czujna matka, kochająca żona, cierpiąca wdowa, ale też namiętna kochanka. Nie można mieć wszystkiego? Popatrzcie na Marię! 

Precyzja z jaką Kuźniak dawkuje informacje o Marii, jak oddziela to co ważkie od tego co mniej istotne, to jak tka portret, jak wybiera spośród dostępnych źródeł to prawdziwa sztuka. W gąszczu biografii wcześniej powstałych ta najnowsza tchnie świeżością, czułością i szacunkiem. Nie sposób się oderwać, nie sposób zapomnieć!

Wzrusza mnie jej przywiązanie, miłość do Piotra, dobroć, rozsądek, serdeczność jakie płyną z listów zarówno do męża, jak i do ojca. Niezwykłe było to, że jako stypendystka Aleksandrowiczów jako jedyna po studiach zwróciła całe stypendium. Miała niezachwiany hart ducha - od bladego świtu do 2 w nocy przebywała w uniwersyteckim laboratorium, w bibliotece, a po pracy szlifowała francuski. Jeździła rowerem, codziennie ćwiczyła, uczyła córki pływania, chodzenia po górach, rozpoznawania drzew i krzewów. Na studiach grała w teatrze, czasem Polskę kruszącą kajdany. Z mężem Piotrem brała udział w seansach spirytystycznych, by badać ich jonizację. Jedna postać, tak wiele życ!

Dzięki źródłom prywatnym - listom, wspomnieniom, wycinkom Maria przestaje być tylko genialną wynalazczyniom, staje się skrzącą się osobowością, uczuciami kobietą pełną życia i apetytem na nie. Rozdarta między życie zawodowe a prywatne, dzieląca pasję z mężem, tęskniącą z rodziną w zaborze rosyjskim, walcząca o Instytut dla rodzącej się Polski. Odważna i bezkompromisowa - jeżdżącą na front I wojny z aparatem rentgenowskim, co jest mocnym akcentem jej życia, ale nie jedynym! Cała jej historia o pełnia kontrastów: warszawskie czasy i zarabianie jako guwernantka, zimny pokój podczas studiów w Paryżu, determinacja pracy w laboratorium, która przez lata odbierała jej zdrowie.

"Rebeliantka" to dla mnie także przewodnik po tym jak wiele trzeba poświęcić, jak grubą trzeba mieć skórę, jak wielkie trzeba czuć człowieczeństwo, by osiągnąć sukces, a wpierw do niego doprowadzić i pozostać sobą. Ówczesny patriarchalny świat, niesprzyjający widzeniu spoza soczewki, był twierdzą nie do zdobycia, a jednak Maria go zdobyła. Mizogini, malkontenci, zazdrośnicy, wszyscy po trosze próbowali dyskredytować i niszczyć osiągnięcia naukowczyni. Wojna, polityka, obyczajowość, wszystko na przekór niezłomnej i wcale niekryształowej Marii. Na kartach książki śledzimy proces przyznawania nagrody Nobla i widzimy jak nieprzychylne kobietom naukowczyniom środowisko próbuje ją z tej nagrody ograbić. Maria chciała reformować szkolnictwo. Założyła nawet z przyjaciółmi "Spółdzielnię", gdzie uczono przez rozmowę i eksperymenty. Do szkoły uczęszczały także jej córki, które, jak wynika ze wspomnień, zupełnie inaczej zapamiętały dzieciństwo: Irena serdeczniej, Ewa podkreślała, że nie miała szczęśliwego dzieciństwa. W chwilach trudności Maria powtarzała córkom, że nieszczęścia trzeba rozchodzić. Niespiesznie je przejść. Sama miała wiele powodów do spacerów: od życia uczuciowego, po pojedynkujących się o jej dobre imię redaktorów gazet, nagonkę na jej pochodzenie. Wszystko udźwignęła.

Albert Einstein podziwiał u Marii: "czystość charakteru, surowość wymagań wobec siebie samej, obiektywizm, nieskazitelne poglądy". To najbardziej skondensowana charakterystyka wielkiej uczonej.

Wszystko jest tutaj na miejscu: fakty, układanka z nich, język, powściągliwość, talent literacki Autorki i bohaterka, którą będę uwielbiam po wsze czasy.


Anna Rudnicka-Litwinek - Mistrz Prusz. Więcej niż jedno życie [recenzja]

 

Wydawnictwo Marginesy 

Warszawa 2026


To zawsze radość, gdy powstaje książka, która przywraca pamięć o zapomnianym Artyście. 

Tadeusz Pruszkowski, do tej pory, należał do tej właśnie grupy. Mało kto pamięta legionistę Piłsudskiego, malarza portrecistę, lotnika, rektora ASP, reżysera, piewcę Kazimierza Dolnego nad Wisłą. Człowieka o wielkiej intuicji, odwadze, ciekawości świata. Studiowali u niego Fangor, Roszkowska, Kramsztyk, Ford. 

Przekraczał granice, a może je ignorował, czerpał z życia pełnymi garściami, zauważając innych i służąc im radą, pomocą, wsparciem merytorycznym, w zależności od przypadku. Co za energia, co za potrzeba wspierania i dodawania skrzydeł innym Artystom. Działał społecznie, angażował się w lotnictwo, pisał. Trudno pomieścić aktywności jakie były jego udziałem, a mimo to nie było do tej pory biografii Artysty. 

Studiował u Krzyżanowskiego, był zwolennikiem sztuki narodowej, która miała związki z klasycyzmem i historyczną stylizacją, doskonały rysunek i finezyjny modelunek. Organizował plenery malarskie w ukochanym Kazimierzu i Sandomierzu. Pisał artykuły krytyczne o sztuce. Nakręcił western "Szczęśliwy wisielec, czyli Kalifornia w Polsce". 

W czasie wojny angażował się w pomoc Żydom. Zginał w 1942 roku zamordowany przez hitlerowców podczas próby ucieczki z konwoju jadącego na Pawiak.

Pojawiał się jako wspomnienie w annałach innych twórców, ale sam nie wychodził przed szereg pamięci i historii. 

Autorka ponad 15 lat śledziła archiwa, dostępne dokumenty, pracowała nad ostatecznym kształtem książki.

To mocno widoczne w kompozycji książki. Najbardziej zaś widać jak bardzo zależało jej na ukazaniu tła obyczajowego i historii ówczesnej. Mocno przeszkadza to na początku opowieści, ponieważ trudno połapać się w tym czy jesteśmy w biografii człowieka czy czasów. Wielość tematów, dygresji jest przytłaczająca i powoduje, że sam Prusz (znów!) jest tematem pobocznym. Z czasem ta tendencja ulega zmianie, ale przez kilkadziesiąt stron miałam wątpliwości o czym jest opowieść. 

Z drugiej strony ciekawa jest poboczna historia o bracie Prusza, Stanisławie, który prowadził Fabrykę Cukrów jest interesująca, szczególnie graficznie.

Warto zatem sięgnąć po tę opowieść, mając jednak na uwadze, że Prusz znów jest trochę z boku, zaś jego biografia to znaczący, acz dodatek do materiałów jakie o Polsce i świecie zebrała Anna Rudnicka-Litwinek.