niedziela, 18 stycznia 2026

Dorota Grabek - Zmartwychwstanki [recenzja]

 

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2025


Debiut. Opowiadania ubrane bardzo przyjemny kolaż na okładce. Już on wskazuje nam kierunek z którego dobrze jest spoglądać na zbiór, jaki otrzymujemy. Będzie dziwnie, niepasująco, czasem odpychająco, czasem bez zrozumienia, a czasem cudacznie.

Wydaje mi się, że większość utworów jest pozą, sztucznością, tworem zaprojektowanym tak, by zamanifestować wyjątkowość i niepowtarzalność prozy Autorki, ale proza ta zbyt jest mała, by się wybronić. Koncepty też nie są nadzwyczajne, a całość zamyka się w zwyczajności przyprawionej zwietrzałą dość "oryginalnością". Są też bon moty, które streścić można tym cytatem: "Jak oryginał i podróbki; prawdziwa historia to kamień szlachetny, a wyobrażone scenariusze to kolorowe szkiełka".

Pierwsze opowiadanie w zbiorze - "Po jednym palcu" to historia klaustrofobiczna, a jednocześnie światowa. Z jednej strony: winda, która jest głównym miejscem dziania się fabuły, z drugiej winda, która jest miejscem wymiany poetyckiej, zagadki, tajemnicy, twórczość "melancholijnego szczupaka". 

"Włosy" - o złodziejce ściętych włosów. Fryzjerce z zacięciem łupieżcy, która uważa, że "włosy to najmilsza część ciała". Klient z ekspresowo rosnącymi włosami, przyjaciółka od rzucania klątw i klęska urodzaju pod postacią pigwy - oto esencja tego opowiadania. Surrealistyczne tempo wzrostu, cicha obserwatorka - fryzjerka, które narracja przywodzi na myśl kino noir, ale nim nie jest. 

"Piesek kiwaczek" - o człowieku, który nie chce spać. Postanawia pobić rekord w niespaniu, w zmęczeniu i wysiłku zaczyna inaczej patrzeć i inaczej widzieć rzeczywistość. W pewnym momencie odbywa dialog z kosmitką, wciąż marząc o tym, by zostać psem kiwaczkiem. Bardzo swobodne przechodzenie ze świata realnego w imaginacyjny sprzyjają narracyjnej ciągłości i wiarygodności, a dla czytelnika są naturalnym sposobem na zaangażowane czytanie.

Im dalej w las, tym lepiej. Mimo początkowej nieufności, z każdym kolejnym opowiadaniem miałam coraz większą radość i ciekawość czytania.



poniedziałek, 5 stycznia 2026

Tobias Wolff - Oto początek naszej historii [receznja]

 

Przekład: Krzysztof Umiński

Wydawnictwo Czarne 

Wołowiec 2025


Wszystkie kolejne opowiadania kojarzą mi się z niepewnością i ulotnością. Bohaterowie trafiają w nasze ręce (przed nasze oczy) w momentach życia, które ukazują ich jako zagubionych, skrzywdzonych i (znów chciałabym powtórzyć niepewnych) wahających się. 

W nastroju ponurego poczucia braku i odrzucenia przemierzają kolejni bohaterowie kolejne strony tworząc spójną opowieść o swoich smutkach i niedolach: bardzo przemyślaną, klarowną, ujętą w literacko bogatą i wyraźną rzeczywistość, która swoją sugestywnością i konceptem czaruje czytelnika.

"Palacze" przejmują powidokiem walki o wpływy i zaszczyty. Pokazują na ile można się wystawić, pozbyć wartości, skryć je głęboko, by zyskać dobra materialne i pozycję w społeczeństwie.

"Myśliwi na śniegu" z trwającym cały czas niepokojem i niepewnością, kruchością relacji i ich zafałszowaniem są wyczerpujące, ale i wciągające czytelnika zarówno w zależności między bohaterami, jak i śrubujące ciekawość co do finału.

"W ogrodzie północnoamerykańskich męczenników" to jedno z moich ulubionych w tomie, co powinno mnie mocno zaniepokoić, bo to rzecz o manipulacji i wykorzystywaniu ludzi. Również w środowisku akademickim, co nie jest żadnym wyznacznikiem człowieczeństwa, bo zawód i tytuł nie świadczą o etyczności.

"Kłamca"  - rzecz o solipsyście, człowieku, który z kłamania zrobił swój sposób na życie. Uważając, że stwarza wszystko wokół siebie, definiując rzeczywistość na własną korzyść.

"Epizod z życia prof. Brooke'a" kolejne z ulubionych opowiadań pokazujące jak ciasnota umysłowa, posługiwanie się stereotypem, utartym schematem i poleganie na pozorach definiuje niektórych ludzi. Na poły moralizatorska, na poły prześmiewcza historia o kanciastych poglądach i pułapkach w jakie można z tego powodu wpaść.

Tytułowe opowiadanie ze swoim znakomitym zdaniem rozpoczynającym: "Znowu wcześnie nawiało mgły". Pyszna wprost opowieść rodem z San Francisco, gdzie w jednej z restauracji z widokiem na Golden Gate poznajemy kończącego zmianę kelnera, który wracając do domu wstępuje do kawiarni i tam mimochodem, a później już z pełną premedytacją podsłuchuje rozmowy czwórki klientów.

Świetna jest także opowieść "Zaginiony", w której ksiądz Leon, od początku swej duszpasterskiej kariery wystawiany jest na ciągłe próby i wyzwania. Gdy trafia do klasztoru opanowanego przez 'rozbrykane mniszki" jego życie ulega kompletnej zmianie. Nie ma tu żadnych odniesień do Iwaszkiewiczowskiej "Matki Joanny od Aniołów", choć może dezynwoltura w zachowaniu wszystkich bohaterów będzie pewnym nawiązaniem. Ksiądz, pieniądze, kłamstwa, podróże, siedlisko zła, jakim można tytułować Las Vegas, a także mierzenie się z własnymi słabościami i demonami będą drogą i solą Leonowej podróży przez "Zaginionego". 

Znakomite są opowieści Wolffa. Wyraziste, intensywne, jaskrawe, z dobrze zarysowanym wprowadzeniem, wejściem w historię, z pełnymi, opracowanymi i wymyślonymi bohaterami, a także przesłaniem (czy to demaskującym zło, zgniliznę, egoizm, konturowość, czy opisującym codzienność zwykłych ludzi różnych stron Ameryki, czy też moralizującym i puszczającym oko do świata odbiorców).

Bardzo polecam.

piątek, 2 stycznia 2026

Joanna Rudniańska - Obudziła się zimną nocą [recenzja]

 

Wydawnictwo Nisza

Warszawa 2025

Pierwszy jest utwór dramatyczny pod tytułem "Marznący deszcz". W dialogu biorą udział On i Ona, mówią o doświadczeniu spod białoruskiej granicy, o klątwie dziedziczonej co drugie pokolenie, o śmierci w różnych okolicznościach. W nastroju rezygnacji, zwątpienia i bezradności próbują poradzić sobie z doświadczeniem tego co widzieli. Przemykają różne obrazy, choć najmocniej przemawia nawiązanie do literackiej i filmowej dziewczynki w czerwonym płaszczyku, która w TYM lesie ma czerwony kombinezon.

W kolejnej odsłonie poznajemy inną perspektywę. kobiet zza granicy. Spowita dymem papierosowym, smutkiem, troską, niepokojem o niewłasne (choć może przez to własne) dziecko boryka się z codziennością, wykluczeniem, kontrolami, łowcami, dla których dziecko robi laurki z karabinami.

Jedna z kobiet mieszka w domu, który jest granicą, druga w lesie. E-ściana i zimno lasu. Każdy fragment, każda mała forma zawarta w tym zbiorze przedzielona jest od innej fotograficzną granicą, a każde zdjęcie jest autorstwa Rudniańskiej. Każde przygnębiające, niepokojące, bolesne. Albo wywołuje smutek, albo niepokój. Jak i cały ten zbiór.

Czytelnik ma czuć niewygodę. Ma mieć poczucie niepewności, czasem może zmieszanie wynikające z tego, że czyta książkę siedząc w wygodnym otoczeniu, cieple i bezpieczeństwie. Marastyczne ujęcia przygnębiają, ale nie odpychają od lektury - jej siła tkwi w szczególnej poetyce, stylistyce. Język Rudniańskiej jest mocno osadzony w literackim artyzmie. Plastyczny, sugestywny, czasem dosadny, ale bez grubiaństwa - dosadny sensem, nie leksem.

I, choć po stokroć bardziej wolę wcześniejsze odsłony twórczości Autorki, to polecam ten zbiór, będący mocnym, osobistym akcentem i deklaracją wobec współczesności i geopolityki europejskiej.

czwartek, 1 stycznia 2026

Ota Pavel - Jak tata przemierzał Afrykę [recenzja]

 

Przekład: Mirosław Śmigielski

Wydawnictwo Stara Szkoła

Wołów 2024


Nikt tak jak Ota Pavel nie pisał o sporcie. Jego reportaż z biegu maratońskiego z Sieni do Koszyc to wspaniała literacka przygoda, która ukazuje sportowego ducha Etiopczyka Bikile, Japończyków Nakao i Wakanabe czy praskiego lekarza Vaclava Chudomela. Dopingujemy, wspieramy, choć zwycięzca był jeden, typowany długo przed biegiem.

Mecz hokejowy dziennikarzy czeskich i kanadyjskich to mały majstersztyk, zaś "Pisanie to moja praca" wzrusza najmocniej osobistą historią Autora. 

Często pisał o trudnych, smutnych sprawach, ale zawsze ubierał je w pocieszenie będące łagodnym żartem, ciepłą anegdotą. Historie ludzi z małych miejscowości Beskidów, Karkonoszy, Niżnych Tatr, którzy pieką harule, budują wyciągi, obsługują turystów, uczą dzieci obsługi skrzynkowego aparatu fotograficznego - są bohaterami dnia codziennego. Dzięki językowi Pavla ich zwyczajność zmienia się  w niezwykłość i wyjątkowość, nabiera wyrazistości, ciepła, serdeczności. Bo każdy bohater kreślony piórem Autora ma wrażliwość i nieprzeciętność, blask i urok. 

Każdy element zbioru - od wspomnień afrykańskich ojca po anegdoty sportowe, wędkarskie opowieści czy historie z czeskiej prowincji są pełne czułości dla ludzi i ich życia. Dal historii, wspomnień, relacji i decyzji. Ota Pavel sam wiele przeżył, stąd płynące z jego doświadczenia wyrozumiałość i otwartość na bohatera i to co z sobą niesie.

Wspaniały, jak zawsze, podszyty, jak zawsze, głębokim smutkiem. Wielki talent.